sobota, 31 grudnia 2016

5 wpisów o podróżach, które w 2016 roku czytaliście najchętniej!

Wielkimi krokami nadchodzi 2017 rok i wszędzie, gdzie się nie obejrzeć, trwa czas podsumowań. Największe hity radiowe 2016 roku, najśmieszniejsze wpadki w telewizji, najchętniej oglądane filmy w kinach, najczęściej kupowane DVD, najbardziej wpływowi ludzie 2016 roku... można by tak mnożyć w nieskończoność. Pewnie macie już dość.

Dlatego z góry Was przepraszam, ale ja też postanowiłam w tym roku trochę podsumować. Muszę przyznać, że 2016 rok był dla Poradnika Turystycznego Myślenia bardzo udany. Chętnie wchodziliście na bloga i czytaliście, coraz częściej komentowaliście (co bardzo mnie cieszy, bo fajnie jest wiedzieć, że jednak ktoś siedzi po drugiej stronie i faktycznie interesuje go to co piszę i myślę). ❤️❤️ Dziękuję, że jesteście!! ❤️❤️ Moim noworocznym postanowieniem jest prowadzenie dokładniejszych statystyk, żebym na koniec 2017 roku mogła Wam dokładnie powiedzieć ilu Was było, ilu pisało, ilu Poradnik polubiło. Ale to za rok...
Tymczasem, chciałabym Wam przypomnieć wpisy, które w 2016 roku najczęściej czytaliście.


Post był jednym z pierwszych jakie powstały na tym blogu, a cieszy się nadal niesłabnącą popularnością. Mnie to bardzo cieszy, bo to znaczy, że udało mi się w nim uchwycić chyba kilka ciekawych porad. :) Mediolan jest dla mnie miastem sprzeczności, o czym mogliście przeczytać też tutaj, ale myślę, że warto go zobaczyć. Tym bardziej, że loty do Bergamo (o którym ciągle obiecuję sobie napisać post) nadal są tanie, więc nic tylko lecieć i zwiedzać!


Wpis możecie przeczytać TUTAJ.


Wyjazd do Wenecji był dla mnie wyjątkowy. Od dawna (w sumie to od zawsze) o nim marzyłam i gdy w końcu moje marzenie się spełniło... ani trochę się nie zawiodłam. Wenecja poza szczytem sezonu jest tak piękna i romantyczna, jak opisują ją wszystkie przewodniki, filmy i książki. Tym bardziej cieszę się, że chętnie czytacie o niej na moim blogu (również tutaj, tutaj i tutaj) i że mogę Wam pomóc zaplanować jak najlepiej podróż do tego wspaniałego miejsca. 


Wpis możecie przeczytać TUTAJ.


NUMER 3, czyli już podium - Kiedy kupić wakacje w najlepszej cenie?

Temat tego, kiedy najlepiej kupić wyjazd na wakacje, jest teraz bardzo aktualny. Ciągle trwają promocje First Minute i jeszcze na początku 2017 roku będzie można zaplanować wyjazd na lato w lepszej niż potem w sezonie cenie. Widzę, że rady, które zawarłam w poście (i w jego drugiej odsłonie: tutaj) do Was trafiają, bo coraz częściej piszecie do mnie z prośbą o pomoc w wyborze wakacji. Super! Dziękuję za zaufanie! Na Wasze maile chętnie odpisuję, ale proszę o cierpliwość, bo ja działam sama, a maili przychodzi do mnie naprawdę dużo. :)


Wpis możecie przeczytać TUTAJ.


Podobnie jak w przypadku wpisu o Mediolanie, jest to jeden z pierwszych jakie pojawiły się na blogu. A czytacie go codziennie (szczególnie latem, gdy pewnie wielu z Was wybierało się w podróż autem). Dziękuję! Tematyka jest trochę inna niż reszty wpisów tutaj, ale pewnie zauważyliście, że w zeszłym roku spędziłam wiele czasu jeżdżąc samochodem między Polską, a Włochami (czytaj: tutaj, tutaj), więc trochę doświadczenia w temacie mam. Mam nadzieję, że moje rady wam się przydają. A ja może kiedyś ten post zaktualizuję... bo od czasu jego pisania nauczyłam się jeszcze kilka sztuczek. :)


Wpis możecie przeczytać TUTAJ.

I niekwestionowany NUMER 1, czyli złoty medal wędruje do - Czy bezpiecznie jest jechać do Maroka?

Wiem, że w obecnych niebezpiecznych czasach temat podróżowania jest kontrowersyjny. Czytaliście wpis: "Bezpieczne podróżowanie w (nie)bezpiecznych czasach"? Wiele osób mówi "nie podróżuj, przecież to takie nieodpowiedzialne, nie wiadomo co może się stać". Ja mimo to do podróżowania namawiam i sama dalej wyjeżdżam. Są miejsca zagrożone faktyczną wojną, gdzie nie ryzykowałabym podróży, ale przecież reszta świata stoi otworem. Fakt, że szukacie informacji o Maroku... że chcecie tam wylatywać bardzo dobrze świadczy. Kiedy ja byłam w Maroku 1,5 roku temat kraj ten zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Czułam się tam bezpiecznie i myślę, że wy też będziecie. Podobnie jak w innych miejscach, które odwiedziłam. Także podróżujcie!


Wpis możecie przeczytać TUTAJ.


Robiąc te statystyki wyciągnęłam kilka wniosków, dotyczących tego co lubicie czytać i w czym mój blog jest chyba inny od pozostałych. Postaram się w Nowym Roku iść w kierunku porad praktycznych i porad dotyczących bezpieczeństwa w podróży, bo widzę, że to Was mocno interesuje. Chcecie?

Będę jednak bardzo szczęśliwa, jeśli się wypowiecie. To teraz dobry moment na zmiany i postanowienia, więc słucham... O CZYM CHCIELIBYŚCIE W 2017 ROKU CZYTAĆ W PORADNIKU TURYSTYCZNEGO MYŚLENIA? Co najbardziej Wam się tu podoba? Czego brakuje? Liczę na Wasze sugestie... w duchu noworocznych zmian na pewno wezmę je pod uwagę.

A korzystając z okazji, że już mam Waszą uwagę (o ile dotrwaliście do końca wpisu) chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. 🎉🎉 Żeby rok 2017 był pełen pięknych chwil, uśmiechu i szalonych podróży. Niech spełniają się wszystkie Wasze wyjazdowe marzenia! 🌴☀️✈️

Pozdrawiam Was ciepło i mam nadzieję, że wrócicie tutaj w Nowym Roku!

Justyna
Poradnik Turystycznego Myślenia

czwartek, 22 grudnia 2016

Oasis Park (Fuerteventura)- oaza radości dla rodzin z dziećmi.

Oasis Park to ogromny ogród zoologiczno-botaniczny. Park o powierzchni około 80 hektarów składa się z części przyrodniczej, gdzie można oglądać przeróżne odmiany roślin ze wszystkich zakątków świata (palmy, kaktusy i inne tropikalne okazy) i części ze zwierzętami, gdzie można podziwiać m.in. żyrafy, lemury, krokodyle czy wielbłądy. Jest to bez wątpienia najlepsza atrakcja na Fuerteventurze dla rodzin z dziećmi. Chociaż nie tylko dla nich!


Oasis Park zrobił na mnie duże wrażenie. Godzinami można tu spacerować między wysokimi jak człowiek kaktusami i alejkami palmowymi. Potem ukryć się na chwilę w restauracji z lokalnym jedzeniem z Wysp Kanaryjskich (i spróbować np. koziny czy gofio) i kontynuować zwiedzanie zapoznając się (i to wręcz namacalnie, jeśli zdecydujecie się na karmienie zwierząt) z różnymi zwierzętami z całego świata. Ja na długo zapamiętam moment kiedy żyrafa jadła owoce wprost z mojej ręki. :) 



poniedziałek, 19 grudnia 2016

FUERTEVENTURA – pierwsze wrażenia

Spacerowaliście kiedyś w snach po odległych planetach? Podziwialiście bezkresne pustkowia? Odkrywaliście co kryje się za kolejnymi wzniesieniami? Szukaliście śladów zieleni w wypalonej słońcem ziemi? Ja, jak byłam dzieckiem, kochałam książkę „Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry i wyobrażałam sobie często jakby to było znaleźć się jak Mały Książę na obcej planecie. Jakie byłyby tam krajobrazy... jakie rosłyby tam rośliny... kto by te planety zamieszkiwał... I moja wyobraźnia malowała taki oto obraz: terenów pokrytych piaskiem i niczym więcej, lekko górzystych, bez roślin i bez stałych mieszkańców. Po tych pustkowiach czasem jako oznaka życia przebiegałaby sprytna jaszczurka albo małe zagubione zwierzątko. Dookoła panowałaby cisza, zakłócana jedynie przez mocne podmuchy wiatru. Mocno paliłoby słońce – nigdy nie padałby deszcz.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam z okna samolotu jedną z hiszpańskich Wysp Kanaryjskich - Fuerteventurę - pomyślałam o tej planecie stworzonej przez moją wyobraźnię w dzieciństwie. Z góry Fuerteventura wyglądała jak wierna kopia tego co stworzyło się w mojej głowie... i chociaż potem okazało się, że na pustkowiach powstały luksusowe hotele, z otchłani oceanu wyłaniają się co chwila deski surfingowe i żagle, a na wyspę rocznie przebywa ponad 2 mln turystów, co daje więcej osób niż mieszkańców mają Malta, Czarnogóra i Cypr razem wzięte, to klimat wyspy nadal przypomina jakieś miejsce nie z tego świata.

środa, 7 grudnia 2016

"To właśnie Kuba. Życie i miłość na gorącej wyspie bezprawia." Lea Aschkenas

Kuba ostatnio ciągle krąży w moich myślach. Przez chwilę w głowie kiełkowała mi nieśmiała myśl o zaplanowaniu podróży na  Kubę, ale realia listopadowo-grudniowych obowiązków tą decyzję odwlekły. Potem na Kubę wysłałam rodzinę i znajomych, więc ich opowieści o karaibskim urlopie, wrażenia i przemyślenia po podróży długo zaprzątały moje myśli. Potem nadszedł czas ukochany przez moich klientów w biurze podróży... czas ofert Last Minute, kiedy to wyjazd na Kubę dało się kupić nawet z 50% rabatem (od około 3300 zł/osobę za 13 dni w 4* hotelu All Inclusive - WOW!). Także o Kubie opowiadałam komuś prawie codziennie...I w ten czas Kuby w moim życiu wpasowała się książka Lei Aschkenas "To właśnie Kuba. Życie i miłość na gorącej wyspie bezprawia."


Źródło: http://www.videograf.pl/ksiazka.php?id=418
Książka "To właśnie Kuba..." Lei Aschkenas to pamiętnik z pobytu na wyspie młodej Amerykanki, która podczas programu wymiany międzynarodowej poznaje mało znany Amerykanom świat karaibskiej wyspy. Lea opowiada o Kubie na początku z perspektywy przybyłej tu turystki. Mieszka w hotelu, zwiedza Hawanę, dziwi się obowiązującym na Kubie regułom, kulturze mieszkańców, podziałom między Kubańczykami, a turystami. Jej szok kulturowy jest tym bardziej uderzający, że jak sama mówi we wstępie do książki, przed przyjazdem na Kubę nie wiedziała o niej prawie nic. Słyszała oczywiście o cygarach, salsie, amerykańskich samochodach, napoju alkoholowym Cuba Libre, muzyce Buena Vista Social Club, Fidelu Castro, Che Guevarze, inwazji w Zatoce Świń (bo o tym wspomina znana w latach 80 tych piosenka Billy'ego Joela "We didn't start the fire"), sprawie Eliana Gonzalesa i embargu nałożonym na Kubę przez Stany Zjednoczone. Czytała, że "Kuba to jedyne komunistyczne państwo na półkuli zachodniej i jedno z ostatnich na kuli ziemskiej" i że "Fidel Castro był najdłużej sprawującym władzę dyktatorem we współczesnym świecie". Stosunkowo mało jak na osobę, która planuje w opisywanym przez siebie miejscu spędzić kolejny rok życia... Ale jak  pisze autorka: "Kuba była zakazanym lądem, chociaż nie bardzo wiedziałam, dlaczego." / "Mieszkańcy USA i amerykańskie media padają ofiarą dezinformacji, której przyczyną jest embargo polegające nie tylko na blokadzie dostępu do żywności i leków, ale także - czy raczej przede wszystkim - blokadzie informacji."

A co my wiemy o Kubie? Poza tym, że można tam wypoczywać na pięknych karaibskich plażach półwyspu Varadero, a teraz jeszcze w kurortach w okolicach Holguin, Santa Clary czy Cayo Coco? Że można polecieć bezpośrednim lotem Dreamlinerem z Warszawy? Że na wycieczkę fakultatywną warto wybrać się do Hawany? Wiele informacji na temat Kuby "obija nam się o uszy", ale okazuje się (i w tym celu warto sięgnąć po książkę), że obraz tego karaibskiego raju jest w naszych wyobrażeniach mocno przekłamany.

środa, 30 listopada 2016

Najlepsza wioska wakacyjna Riwiery Weneckiej - Villaggio San Francesco + porady co zabrać ze sobą na wakacje w domku letniskowym?

Villaggio San Francesco to pięciogwiazdkowa wioska wakacyjna leżąca w miejscowości Duna Verde, w jednej z gmin Caorle. Obie te miejscowości Riwiery Weneckiej to, jak już wspominałam, idealne miejsca na wypoczynek dla rodzin i wioska Villaggio San Francesco również doskonale się w ten typ wypoczynku wpisuje.


niedziela, 27 listopada 2016

Duna Verde (Caorle) – gdzie jechać na spokojne, włoskie wakacje z rodziną?

Opisywałam już dwa duże i znane kurorty Riwiery Weneckiej - Lido di Jesolo i Caorle. To dość duże miasta o bogatej infrastrukturze hotelowej i rozrywkowej, które polecałam ludziom młodym i tym lubiącym wakacje podczas których dużo się dzieje. Okolice Caorle - Duna Verde czy Porto Santa Margherita - to jednak zupełnie „inna bajka”. To miejsca wręcz idealne na spokojny wypoczynek dla rodzin z dziećmi. Dlaczego? Wzdłuż ciągnących się kilometrami piaszczystych plaż rozlokowane są tutaj ogromne wioski wakacyjne z położonymi przy plaży domkami, basenami z aquaparkami, animacjami i wieloma innymi atrakcjami na które zwraca uwagę każda rodzina.

plaża włochy

czwartek, 24 listopada 2016

Caorle – najbardziej urokliwa miejscowość Riwiery Weneckiej - „Wenecja w miniaturze”


Dwa najpopularniejsze kurorty Riwiery Weneckiej to rozrywkowe Lido di Jesolo i jego spokojniejszy i bardziej urokliwy konkurent – Caorle. Caorle leży w regionie Wenecja Euganejska, w prowincji Wenecja, na wybrzeżu Morza Adriatyckiego. Od miasta Wenecja do Caorle można dotrzeć drogą lądową – samochodową – trasa ma około 80 km (w prostej linii na mapie trasa wynosi około 50 km), ale przemieścić między miastami można się też drogą morską – taka podróż statkiem trwa 2 godziny. Nic dziwnego, że o Caorle mówi się „Wenecja w miniaturze”, tutejsze stare miasto klimatem naprawdę przypomina położoną niedaleko stolicę regionu – kolorowe kamienice, wąskie uliczki. W tym miasteczku szybko można się zakochać!

caorle włochy

niedziela, 20 listopada 2016

Riwiera Wenecka – najlepsze miejsce we Włoszech na wczasy „z dojadem własnym”


Rozpisałam się o Lanzarote i urwał mi się watek opowieści o mojej letnio-jesiennej podróży do Włoch. Zaczęłam pisać o Lido di Jesolo, a potem przerwałam... ale jako, że lubię mieć porządek we wspomnieniach pozwólcie, że do tematu wrócę. Nie na długo i może w mało odpowiednim czasie (bo w sumie po co jesienią czytać o miejscach, gdzie jechać można tylko latem?), ale może mi to faux pas wybaczycie. :) Będzie to trochę dorobienie ideologii do powstałej sytuacji, ale uznajmy najbliższe 3 wpisy za namowę do planowania wakacji 2017, bo zgodnie z tym co pisałam tutaj, warto robić to już teraz! A teraz do rzeczy...



riwiera wenecka
Zachód słońca w Caorle // źródło:https://www.instagram.com/turystyczne_myslenie/



Wyjazd do Włoch niekoniecznie musi być zorganizowany samolotem. Niejednokrotnie podróżowałam do Włoch samochodem (trasą przez Czechy i Austrię czytaj tutaj oraz trasą przez Niemcy i Szwajcarię czytaj tutaj) i taka forma podróży do Włoch też jest naprawdę godna polecenia. Oczywiście nie wszędzie do Włoch dojechać jest równie blisko. Ze względu na charakterystyczny wydłużony kształt kraju pokonanie trasy do Rzymu czy jeszcze dalej na południe może być dość kłopotliwe i wiązać się będzie na pewno z „rozbiciem podróży na etapy”. Są jednak takie miejsca we Włoszech gdzie dotrzeć można w ciągu jednego dnia (a jeśli ktoś jest wytrwałym kierowcą to nawet bez zmian z drugim prowadzącym). Takim regionem jest Riwiera Wenecka – zdecydowanie najlepsze miejsce na wakacje (nazywane w systemach rezerwacyjnych) „z dojazdem własnym”. 

środa, 16 listopada 2016

O książce „Dziennik Toskański” Tessy Capponi-Borawskiej


Książek o Toskanii jest w bród (sama pisałam już o „Głosach Toskanii”, „ToskAnia, że mucha nie siada” czy "Smakując Toskanię", a przecież to tylko kropla w oceanie literatury o tym regionie). Autorka „Dziennika Toskańskiego” też już we wstępie książki zwraca na to uwagę, odpowiadając jednocześnie na wiszące w powietrzu pytanie „po co pisać kolejną książkę o Toskanii?” słowami: „Po prostu chciałam i już.” Ja nie mam autorce za złe, bo „Dziennik Toskański” to lektura inna niż wszystkie! To w sumie nie jest przewodnik po współczesnej Toskanii (chociaż wplecione jest w tekst trochę porad o tym jak podróżować i informacji o zabytkach toskańskich miast), a raczej po krainie „przed-turystycznej” - prawdziwej, wiejskiej idylli widzianej oczami małej dziewczynki przyjeżdżającej tu co roku na wakacje. 

toskania ksiazkaAutorka książki - Tessa Capponi-Borawska - urodziła się w Toskanii i od młodości, spędzanej na przemian we Florencji i na toskańskiej wsi, chłonie włoską kulturę wszystkimi zmysłami. Jako dziecko uczestniczyła w toskańskich winobraniach, jadła włoskie przysmaki, spacerowała po polach wokół Villa Calcinaia (letniej rezydencji od pokoleń należącej do jej rodu – Capponich) oraz zbierała kasztany i grzyby w okolicznych lasach. Przez to, jej spojrzenie na Toskanię jest zupełnie inne niż to zwykłego turysty (nawet najbardziej w Toskanii zakochanego). Inaczej opowiada się przecież o miejscu, gdzie spędza się wakacje, a inaczej o domu... jakim Toskania niewątpliwie jest dla Autorki.

Książka ma formę osobistego pamiętnika, opowiadającego o 27 dniach spędzonych przez Panią Tessę z rodziną w Toskanii. W codziennych wpisach czuć nostalgię, miłość, może nawet tęsknotę za życiem we Włoszech. Toskanię Pani Tessa traktuje jako miejsce, gdzie zapomina o problemach codzienności, gdzie jest wolna. Dlatego przyjeżdża tu na wakacje, bo „włoskie słowo vacanza (tłum. wakacje) pochodzi od łacińskiego vacare, które pierwotnie oznaczało bycie opróżnionym, bycie wolnym od czegoś”.
 

środa, 9 listopada 2016

„ToskAnia, że mucha nie siada” Anna Mucha


Włochy to mój raj na ziemi, dlatego nawet gdy nie przebywam tam fizycznie, staram się przenieść do mojego Bel Paese* chociaż wirtualnie, oglądając zdjęcia i czytając publikacje o włoskim dolce vita **. W moje ręce wpadła na przykład ostatnio książka traktującą o dobrociach włoskiej kuchni, gościnności Włochów, pięknie włoskich krajobrazów i wyjątkowej atmosferze Italii - „ToskAnia, że mucha nie siada” Anny Muchy. Książkę pochłonęłam dosłownie w jeden wieczór! I w sumie może tymi rozważaniami dojdę do tego czy to dobrze, czy źle... Skłaniam się w sumie ku dobrze, ale ostateczną konkluzję wysnuję na koniec.

Źródło: http://pascal.pl/toskania--ze-mucha-nie-siada,2,5894.html
Przyznam od razu, że rzadko czytuję książki aktorów, muzyków czy celebrytów, sięgam raczej po propozycje pisarzy zawodowych (mimo, że nie piszę o tym na blogu, bo nie taki jest jego temat, najbardziej lubię kryminały, książki psychologiczne i podróżnicze, ale czasem dla urozmaicenia sięgam też po coś o miłości). Do zrobienia wyjątku przekonał mnie temat książki – magiczna Toskania! Gdy z okładki książki uśmiecha się do mnie to słowo, ręka sama wyciąga się w stronę półki. Nie wiem czy to jakaś magia wspomnień (o mojej wycieczce po Toskanii pisałam m.in. tutaj) czy ogólnie znany urok tego regionu, ale książki o Toskanii zawsze czytam z niesłabnącym zainteresowaniem.

Swoją drogą, czy zauważyliście, że większość książek o Włoszech dotyczy Toskanii. Czy tylko ja tak trafiam? Czy faktycznie Toskania jest miejscem tak magicznym, że każdy chce pisać tylko niej? Polecałam Wam już książkę „Głosy Toskanii” Giorgio de Martino, potem „Smakując Toskanię” Beth Elon, teraz kilka słów od siebie dorzuci do tego zestawienia właśnie Anna Mucha, a potem jeszcze raz zabiorę Was do Toskanii tyle, że z Tessą Capponi-Borawską („Dziennik Toskański”), często cytowaną przez Macieja A. Brzozowskiego w książce „Włosi. Życie to teatr”. A to tylko nieliczne z mnóstwa popularnonaukowych publikacji o tym wyjątkowym regionie Włoch!

czwartek, 3 listopada 2016

Planujesz wyjazd na Lanzarote? To 10 rzeczy, które musisz wiedzieć przed zakupem wycieczki!


Hiszpańska wyspa Lanzarote to (tak jak już pisałam tutaj) wyjątkowe miejsce na ziemi. Ciemne wulkaniczne wzniesienia, białe domki, endemiczna roślinność i granat otaczającego wyspę oceanu tworzą niepowtarzalny, klimatyczny widok! Naprawdę nietrudno się w tym krajobrazie zakochać!

Lanzarote nie jest jednak na pewno miejscem dla każdego. Wspominałam już, że na Lanzarote nie jedzie się do luksusowych hoteli z All Inclusive (chociaż jeden czy dwa takie tu są), nie jedzie się imprezować, ani palić skóry na miedziany kolor na plaży. Na Lanzarote jedzie się odkrywać... I dobrze jest wcześniej wiedzieć gdzie pojechać i co zobaczyć, żeby w pełni wykorzystać chwile spędzone na wyspie.

Pisałam już o historii wyspy i najważniejszych informacjach o niej (tutaj) i o atrakcjach turystycznych, które będąc na Lanzarote trzeba zobaczyć (tutaj i tutaj). Ten wpis ma na celu odpowiedzieć na pytania, które od razu nasuwają się, gdy w głowie klaruje się pewien kierunek wyjazdu. Czy ta wyspa to miejsce na wakacje dla mnie? Kiedy wylecieć? Który kurort wybrać? Co można robić na miejscu? I tym podobne... Takie zestawienie informacji, które mogą pomóc Wam zdecydować czy wybrać się na Lanzarote czy nie. W sumie może od takiego wpisu powinnam w ogóle zacząć? Na pewno wy powinniście! Przeczytajcie o 10 rzeczach, które trzeba wiedzieć przed zakupem wycieczki na Lanzarote. A jeśli po tym wpisie nadal chcecie lecieć zapraszam do czytania reszty moich przemyśleń! 

vik coral lanzarote

poniedziałek, 31 października 2016

Cesar Manrique – to on stworzył Lanzarote.


Pisząc o Lanzarote nie sposób nie wspomnieć o człowieku, dzięki któremu wyspa wygląda obecnie tak jak wygląda (zobacz: Atrakcje, które trzeba zobaczyć na Lanzarote - część 1 i część 2). To Cesar Manrique, artysta abstrakcyjny (malarz, rzeźbiarz, architekt, ekolog, projektant krajobrazów – artysta wszechstronny) który za cel swojej pracy postawił sobie zrobienie z ukochanej wyspy – Lanzarote – raju na ziemi! I udało mu się! 
 


Źródło: http://www.cesarmanrique.com/
Cesar Manrique Cabrera urodził się w 1919 roku na Lanzarote. Wychowywał się w okolicach plaży Famara (pokazanej w filmie Almodovara „Złamane objęcia”), gdzie spędził całe swoje dzieciństwo i nastoletnie życie. Biegając po plaży i rozkoszując się krajobrazami odciętej od świata wyspy chłonął wszystkimi zmysłami piękno otaczającej go natury. Przesiąknął wtedy w pełni naturą wyspiarską i miłością do Lanzarote.

Jako młodzieniec postanowił wyjechać uczyć się na Teneryfę, a potem udał się do Madrytu na studia kreślarskie. Jego wielki talent został szybko odkryty i Manrique na kolejne kursy przeniósł się do Nowego Jorku. Tam podczas nauki dowiedział się o silnej tendencji do rozwoju turystyki na świecie. Poznał historie wielu miejsc na świecie, które w latach 60 tych XX wieku zostały zaadoptowane na cele turystyczne. Zobaczył jak miejsca te się zmieniły, jak „zbrzydły” przez wielkie hotele, wieżowce, szarą zabudowę - niszczące przyrodę i unikalność wcześniej pięknych miejsc.

Manrique już wtedy przewidywał, że niedługo i jego kochana Lanzarote stanie się celem turystycznym. Mimo, że nie mógł temu zupełnie zapobiec, postanowił działać. W 1968 roku wrócił na Lanzarote z planem ochrony wyspy przed niszczącym wpływem masowej turystyki. I po ciężkiej batalii – zwyciężył... 

piątek, 28 października 2016

Atrakcje, które trzeba zobaczyć na Lanzarote! 10 razy „must see”! - częśc 2

We wcześniejszym poście opisałam pierwsze 5 atrakcji "must see" na Lanzarote (TUTAJ), czas na drugą część opowieści. Tym razem bez dłuższych wstępów...

 

 

Jezioro Charco de los Clicos


Położone jest w zachodniej części wyspy. Charco de los Clisos leży w kraterze, u stóp wygasłego wulkanu El Golfo i jest fragmentem laguny (Laguna Verde) łączącej się z oceanem. Jezioro przybrzeżne (głębokie na około 8-10 metrów) mimo, że wypełnione jest wodą morską ma nietypowy zielony kolor (dlatego czasami nazywane jest też Lago Verde). Kolor woda zawdzięcza obecności w wodach specyficznego fitoplanktonu i glonów. Zieleń jeziora pięknie kontrastuje z błękitem oceanu, czernią otaczających wzgórz i jasnym piaskiem plaży El Golfo. Widok jest niesamowity!

jezioro el golfo lanzarote

A od razu obok z jeziorem kontrastują takie widoki:

lanzarote widoki

lanzarote zwiedzanie


czwartek, 27 października 2016

Atrakcje, które trzeba zobaczyć na Lanzarote! 10 razy „must see”! - częśc 1


Lanzarote to raj dla wszystkich lubiących zwiedzać, odkrywać i fotografować. Wyspa jest przepiękna! Jej czarne wulkaniczne krajobrazy, granat oceanu, zieleń jeziora przybrzeżnego Charco de los Clicos, biel domów, błękit okiennic i dachów, białe stożki soli w fabrykach Salinas i w końcu kolorowa roślinność – palmy, kwiaty... Niesamowita feeria i intensywność barw! Z Lanzarote jest tak, że na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Tutaj nie potrzeba Photoshopa, ani filtrów z Instagrama. Sama wrzucałam niedawno zdjęcie z Jardin de Cactus i po przetestowaniu wszystkich ulepszeń stwierdziłam, że najpiękniej było na samym początku. #nofilter <3 Teraz, w czasach kiedy zobaczenie czegoś równa się zrobieniu w tym miejscu serii zdjęć na pamiątkę (Czytaliście felieton w National Geographic mówiący, że „pod hasłem must see często kryje się must photo”?), cecha fotogeniczności danej destynacji turystycznej wydaje się szczególnie ważna. Lanzarote ma „to coś””. Światło pada tutaj korzystniej, kontrast kolorystyczny jest tak mocny, że nie trzeba go poprawiać, a widoki gdziekolwiek by nie spojrzeć zapierają dech w piersiach. Jeśli lubicie zwiedzać i utrwalać swoje wspomnienia aparatem czy telefonem, Lanzarote powinno Was zachwycić.


zwiedzanie lanzarote



A co warto zwiedzić? Jakie są atrakcje „must see = must photo” na Lanzarote? 


sobota, 22 października 2016

Lanzarote – wyspa, gdzie natura i sztuka zwyciężyły z masową turystyką


Lanzarote jest jednym z piękniejszych miejsc jakie na razie widziałam na świecie! To wyspa, gdzie natura i sztuka zwyciężyły z masową turystyką. Gdzie czas jakby się zatrzymał. Nie ma tu typowych dla miejsc turystycznych hotelowych molochów, nie ma krzykliwych reklam, ani żyjących nocą promenad turystycznych. Są za to: wszechogarniająca cisza, przepięknie wulkaniczne krajobrazy, nietypowa roślinność, niesamowicie gościnna społeczność, wspaniałe jedzenie, melancholijna atmosfera wręcz nie do opisania... Znany reżyser Pedro Almodóvar, który na Lanzarote kręcił film „Przerwane objęcia”, powiedział:

„Wyspa mnie urzekła. Nigdy wcześniej nie widziałem w naturze tak dramatycznych barw. Dla mnie to nie był pejzaż, lecz nastrój, czy też charakter.” 

przerwane objecia almodovar lanzarote
Kadr z filmu "Przerwane objęcia" / Źródło: www.gofilm.pl

I to słowa, które najlepiej przygotowują do podróży na Lanzarote. Podobnie jak mój ulubiony film o wyspie Efekt Lanzarote.

Lanzarote to nie jest kolejna destynacja, gdzie jedzie się „odhaczać z listy zabytki”, imprezować w turystycznych kurortach czy siedzieć w luksusowych hotelach z All Inclusive. To magiczne miejsce, gdzie można zachwycać się pięknem świata, oderwać od rzeczywistości, rozkoszować ciszą i naturą. Nie jest to na pewno miejsce dla każdego. Jeśli film przeze mnie załączony Was nie zainteresował, w ogóle nie czytajcie dalej – wybierzcie na wakacje inne miejsce! Jeśli jednak oglądając go serce zabiło Wam mocniej to „już po Was” – Wasza następna podróż będzie na Lanzarote i mogę się założyć, że zakochacie się w wyspie tak samo jak ja!

niedziela, 16 października 2016

5 powodów dlaczego warto już teraz zaplanować wyjazd na lato 2017?

Nadszedł ten czas w roku, gdy po lecie nie ma już śladu... opalenizna zbladła, złote pasma z włosów pociemniały, energia, którą naładowaliśmy się podczas urlopu, powoli znów się wyczerpuje. Z nadzieją wyglądamy za okno w poszukiwaniu kilku promieni słońca, ale za oknem jest ponuro, często deszczowo, wręcz depresyjnie. I jakby tego było mało, łapie nas grypa (ilu z Was tak jak ja siedzi teraz w domu z pudełkiem chusteczek, toną leków i gorącą herbatą z miodem w ręku?). W takich chwilach przed zupełnym załamaniem może nas uchronić tylko jedno... myśl o kolejnych wakacjach! O gorącym słońcu, drinkach z palemką, krótkich spodenkach na opalonych nogach, długich spacerach (nawet nocnych, bo przecież wcale nie jest zimno!), lodach, bieganiu na boso po zielonej trawie, albo gorącym piasku na plaży. Od razu lepiej! A przecież, jeśli by na problem spojrzeć optymistycznie, jak na metaforyczną szklankę do połowy pełną, do lata zostało już tylko 250 dni! To akurat tyle czasu, żeby porządnie zaplanować wakacje idealne!

źródło: https://www.instagram.com/turystyczne_myslenie/

Ale jesienna chandra nie jest jedyną przyczyną dlaczego warto to zrobić już teraz! Oto lista powodów, dla których powinniście zaparzyć gorącą herbatę (lub nalać sobie kieliszek dobrego wina przywiezionego z ostatnich wakacji), otworzyć notatnik, a potem komputer, usiąść z drugą połówką lub przyjaciółmi i zaplanować, a potem zarezerwować wyjazd na lato 2016.

niedziela, 2 października 2016

Lido di Jesolo - raj dla młodych plażowiczów!


Mój tegoroczny urlop spędzałam w okolicach włoskiej miejscowości Caorle – około 50 km od Wenecji. Jadąc do Włoch przeszukałam wszystkie przewodniki jakie mam w domu (a z wcześniejszych wpisów możecie wywnioskować, że trochę ich nagromadziłam) w poszukiwaniu informacji o miejscu w które zmierzam. Okazało się, że nawet najbardziej obszerne pozycje jak przewodnik „Włochy” wyd. Pascal czy „Włochy The Rough Guide” nie wspominają nawet o Riwierze Weneckiej jako o ciekawej lokalizacji wakacyjnej. Tak jakby region ten zupełnie nie istniał. A przecież nie dość, że istnieje to jest bardzo dobrze rozwinięty turystycznie:
  • jest tu ogromna baza hoteli, campingów, wiosek wakacyjnych itd.,
  • bardzo ciekawe turystyczne kurorty,
  • mnóstwo atrakcji dla rodzin z dziećmi,
  • region oferuje wiele opcji wycieczek np. rejsy do Wenecji, wycieczki szlakiem winnym,
  • i co bardzo ważne... to moim zdaniem jedno z najlepszych miejsc na wakacje dla tych, którzy wybierają tzw. „dojazd własny”, czyli na wczasy jeżdżą samochodem. W porównaniu z południowymi Włochami, Hiszpanią, Grecją, Bułgarią, a nawet Chorwacją podróż jest krótsza i stosunkowo łatwa (o podróży samochodem do Włoch pisałam TUTAJ i TUTAJ), a warunki do wypoczynku są równie dobre (jak i nie lepsze) co postaram się dowieść w kolejnych wpisach.
Nie wiem na ile mi się to uda, ale mam nadzieję, że moje spostrzeżenia przydadzą się Wam podczas planowania wakacji w okolicach Wenecji. Oczywiście jeśli już byliście w tym regionie dzielcie się swoimi radami! Stwórzmy sami najlepszy przewodnik wakacyjny po Riwierze Weneckiej!

lido di jesolo blog przewodnik


Po pierwsze LIDO DI JESOLO:

czwartek, 29 września 2016

Kilka słów o Włochach: „Włosi, Życie to teatr” Maciej A. Brzozowski



 



„Kto był we Włoszech, może zapomnieć o reszcie świata. Kto był w niebie, nie pragnie ziemi.” - Mikołaj Gogol




„Wszyscy Włosi są aktorami, ale tylko Ci najgorsi występują na scenie” - Orson Welles




„Za każdym Włochem stoi wielka Włoszka. Czasem jego żona, czasem kochanka, ale najczęściej matka.” - Martin Solly










 Pisałam Wam, że wybieram się do Włoch, no to teraz się melduję, że wróciłam. Italia jak zawsze ugościła mnie gorącym słońcem, pysznym jedzeniem i wspaniałymi widokami. Wszystkim tym co w niej najlepsze! Znów najadłam się najlepszej na świecie pizzy con prosciutto cotto, próbowałam wcześniej nieznanych mi smaków jak ravioli z burratą, piłam na plaży vino spumante, jadłam domowej produkcji gelato, spacerowałam po urokliwych włoskich kurortach, wygrzewałam się na plaży... Raj na ziemi! <3 Chociaż w tym zdaniu wiele jest włoskich wtrąceń (czego zwykle staram się nie robić) to po prostu musiałam, bo czytając je czuję jakbym się w głowie znowu przenosiła do Włoch!

Oczywiście opowiem Wam o miejscach, gdzie byłam i gdzie wypoczywałam. Ale zacznę od książki, o której chciałam napisać już dawno temu. Niedawno z książką byliśmy razem w Grecji ("Grecja po mojemu" Marcin Pietrzyk), a teraz zabieram Was do mojego wakacyjnego raju! Książkę „Włosi, Życie to teatr” Macieja A. Brzozowskiego czytałam już kilka razy – pierwszy raz przed pierwszym wyjazdem do Włoch dwa lata temu, potem po powrocie, następnie kilka razy sięgałam do niej po ciekawostki i teraz znów postanowiłam się nastawić na włoskie „dolce vita” przed kolejną podróżą do „Bel paese”.

sobota, 17 września 2016

Jak najlepiej samodzielnie nauczyć się podstaw włoskiego? - Beata Pawlikowska „Blondynka na językach. Włoski”

Po raz kolejny uciekam na chwilę do Włoch, przez co znowu przyszło mi powtórzyć sobie podstawy włoskiego. Zainspirowało mnie to poniekąd do napisania kilku słów o tym, jak szybko nauczyć się komunikować w języku włoskim, bo umiejętność ta na miejscu jest wręcz niezbędna! Kiedyś już pisałam, że Włosi nie przepadają za językiem angielskim i są miejsca, gdzie z nikim w tym języku nie porozmawiacie. Jadąc do Włoch (nawet na krótki urlop) warto więc poznać kilka podstawowych zwrotów grzecznościowych i takich jak na przykład pytanie o cenę, proszenie o podanie czegoś, czy pytania o drogę. Odpowiedź zrozumiecie na pewno, bo Włosi tak dużo gestykulują, że dobrze rozmawia się „na migi”, a Włoch zauroczony Waszymi staraniami na pewno potraktuje Was o wiele milej niż „typowego turystę”. Opowiadałam już jak Pani w cukierni zauroczona moją (nie wiem czy gramatycznie poprawną) próbą zamówienia lodów, nałożyła mi ekstra dużą porcję? :)

Jak to zrobić, żeby łatwo przyswoić sobie te podstawy języka? U mnie zadziałało kilka metod, ale przede wszystkim... 

Blonydnka na językach włoski pawlikowska recenzja

niedziela, 11 września 2016

Książka „Grecja po mojemu” Marcina Pietrzyka - moje przemyślenia.

Książka „Grecja po mojemu” Marcina Pietrzyka to lektura obowiązkowa dla wszystkich grekomaniaków, ale też dla tych, którzy Grecji nie znają, a chcieliby wybrać się tam na wakacje. 

Grecja po mojemu Moja Hellada Poradnik grekomaniaka recenzja
Źródło: http://www.pascal.pl/grecja-po-mojemu,2,6303.html
Grecja ze względu na wielość wysp, rozrzuconych po kilku otaczających kontynentalną część kraju morzach, jest bardzo różnorodna i trudna do opisania w kilku zdaniach. Nawet 300-stronicowa książka to za mało, aby temat wyczerpać (a w sumie nawet, żeby go „liznąć”), ale „Grecja po mojemu” to bardzo dobry początek!

Podobnie jak autor książki jestem zdania, że każda część Grecji jest zupełnie inna. Moim zdaniem na przykład Thassos to wyspa dla miłośników gór, Mykonos – jest dla tych kochających luksus, Santorini dla romantyków, Korfu dla uwielbiających przyrodę, a kontynent grecki np. Peloponez dla maniaków historii i mitologii. Marcin Pietrzyk – entuzjasta Grecji, ale również pilot wycieczek po Grecji, osoba od lat mieszkająca w tym kraju – wspaniale opisuje różnice między kolejnymi destynacjami (opowiada co nieco o zabytkach, przyrodzie, ciekawostkach), sugerując między wierszami, dla kogo dany kierunek byłby najbardziej odpowiedni. Jeśli chcielibyście polecieć do Grecji, ale przeraża Was ilość ofert i ich różnorodność, ta książka na pewno pomoże Wam wybrać najlepsze miejsce na wasze „wielkie greckie wakacje”.

środa, 7 września 2016

Kurorty turystyczne w Rumunii, czyli gdzie w Rumunii najlepiej się plażuje?

Pisałam już, że Rumunia to wspaniałe miejsce na wakacje! TUTAJ  Każdy kto lubi plażować w spokoju pokocha tutejsze kurorty od pierwszego wejrzenia. Piękne piaszczyste plaże ciągną się tutaj kilometrami, słońce w sezonie grzeje i cudownie opala, woda w morzu jest ciepła, a ceny w barach przy promenadzie nadmorskiej są wyjątkowo niskie.  
Czego więcej potrzeba do szczęścia na urlopie?

 

Rumunia dla wielu osób jest zagadką i kierunkiem zupełnie niebranym pod uwagę podczas wyboru wakacyjnej destynacji. Ci natomiast, którzy w ogóle o niej pomyśleli, kojarzą ją z jej sąsiadką Bułgarią i przypisują Rumunii takie same stereotypowe cechy. Natomiast Rumunia jest zupełnie inna niż Bułgaria! (o Rumunii możecie przeczytać tutaj, a o Bułgarii tutaj).

czwartek, 1 września 2016

Rumunia – jechać tam na wakacje? Co trzeba wiedzieć szykując się do wyjazdu?


Podróżując wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, oprócz Bułgarii udało mi się odwiedzić Rumunię. To była już druga moja wizyta w tym kraju, ale wcześniej zwiedzałam jego centrum (kiedyś jeszcze o tym napiszę), a tym razem odwiedzałam typowe kurorty wakacyjne wybrzeża.

Słyszeliście, żeby ktoś z Waszych znajomych mówił: „jadę na wakacje do Rumunii?”. Pewnie raczej nie. Bo Rumunia mało komu kojarzy się z wyjazdem wakacyjnym, a szkoda! Prawdę mówiąc są tam wręcz idealne warunki do wypoczynku: pogoda w sezonie dopisuje, plaże są przepiękne, piaszczyste i (w odróżnieniu od plaż bułgarskich) prawie puste. Wzdłuż wybrzeża zlokalizowanych jest kilka kurortów (m.in. Saturn, Neptun, Venus, Mamaia czy Eforie) z uroczymi promenadami ze sklepikami i knajpkami. Kurorty żyją tylko w sezonie – czyli w lipcu i sierpniu – więc jeśli nie chcecie zupełnie uciec od cywilizacji to na wyjazd polecam te dwa miesiące. Ale może po kolei... Co trzeba wiedzieć o Rumunii planując wakacje w tym kraju:
 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Co koniecznie trzeba zobaczyć w Bułgarii? - Nesebyr

Ostatnim miejscem o jakim chciałabym Wam opowiedzieć z Bułgarii będzie Nesebyr. Po tym wpisie nasza wirtualna podróż po Bułgarii na razie się skończy, ale nie skończy się podróż po basenie Morza Czarnego (jak myślicie, gdzie jeszcze byłam?). Nesebyr został na koniec bynajmniej nie dlatego, że jest najmniej ciekawy... wręcz przeciwnie! Ze wszystkich miast, które w Bułgarii widziałam on zrobił na mnie największe wrażenie! Krótką opowieść o nim zostawiłam na koniec, żeby jeszcze bardziej pobudzić Wasz apetyt na wyjazd do Bułgarii... nawet jeśli już nie w tym roku (bo sezon niestety zaraz się kończy) to może w następnym? 

Nesebyr cerkiew
Nesebyr cerkiew

Wyobraźcie sobie spacer brukowanymi uliczkami, między niskimi zabytkowymi domami. Słońce przebijające się z zaułków, ściany budynków obrośnięte bluszczem, małe kafejki i winnice ukryte w labiryncie ceglanych murów... Do tego obrazu dołóżcie zabytkowe cerkiewki, gwar miasteczka i pyszne lody. Taki właśnie jest Nesebyr. To miasteczko z klimatem, pozwalające uciec od hałasów dużych bułgarskich kurortów.

piątek, 26 sierpnia 2016

Morska stolica Bułgarii - Warna


Większość turystów będących na wakacjach w Bułgarii wybiera się na wycieczkę do Warny. Sama też tak zrobiłam. I teraz, robiąc podsumowanie tego wypadu, żałuję, że w Warnie spędziłam tak mało czasu. Czytając o mieście w przewodnikach wydaje mi się, że wcale go nie poznałam i nie zobaczyłam jego najważniejszych atrakcji. Postaram się jednak opowiedzieć Wam co pamiętam, abyście mogli wykorzystać moje błędy i może podejść do zwiedzania Warny w inny sposób.
 

Do Warny wybrałam się na jedno popołudnie i w sumie był to taki dodatkowy punkt podczas tranzytu między Złotymi Piaskami, a Słonecznym Brzegiem. Nie nastawiałam się na zwiedzanie, chciałam zobaczyć symbol Warny - Cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy i poczuć atmosferę jednego z największych miast Bułgarii. I te dwa punkty zrealizowałam.

Warna nie wywarła na mnie tak dużego wrażenia jak np. Nesebyr (powstanie o nim jeszcze wpis), po tym krótkim z nią poznaniu w mojej głowie pozostaje jako „zwykłe miasto z piękną cerkwią”. Na szybko trudno zobaczyć coś więcej niż właśnie cerkiew, główną promenadę miasta, bulwar Primorski, Park Nadmorski i plażę w Warnie. Taki spacer pozwoli Wam poznać centrum miasta, ale (szkoda, że zrozumiałam to dopiero teraz) nie pozwoli Wam w pełni docenić jego piękna.


piątek, 19 sierpnia 2016

Co warto wiedzieć przed wyjazdem do Bułgarii?

Powstało już kilka wpisów o Bułgarii - o kurortach, bezpieczeństwie na wakacjach i o tym jak wybrać najlepsze dla siebie miejsce na wypoczynek. Jeśli, któryś z nich zainspirował Was do wyjazdu do Bułgarii to ten post będzie następnym krokiem przed ostatecznym finalizowaniem zakupu wycieczki i wyjazdem na wymarzony urlop.

Bułgaria to kraj dobrze nam znany, ale jednak często słyszę pytania o formalności związane z podróżą tam i o to, "co jeszcze warto wiedzieć przed wyjazdem?". Zebrałam wszystkie te wątpliwości w jeden post, który mam nadzieję pomoże Wam przygotować się przed podróżą dosłownie "na wszystko".


środa, 17 sierpnia 2016

Inne kurorty w Bułgarii

Wybrzeże Morza Czarnego zostało jakby stworzone dla turystów. Długie na 380 kilometrów może się pochwalić wspaniałymi, piaszczystymi, ciągnącymi się kilometrami plażami, schodzącym ku morzu pasmem gór Strandża i wspaniałymi nadmorskimi kurortami. Już helleńscy żeglarze uciekający przed Scytami i Trakami w twórczości Horacego nazwali ten region świata "Aukseinos", czyli gościnnym, bo był przeciwieństwem wzburzonego i niebezpiecznego Czarnego Morza nazywanego przez nich "Akseinos" - niebezpiecznym.

Oprócz kurortów które opisywałam (Słonecznego Brzegu, Złotych Piasków, Primorska, Albeny, Nessebaru) bułgarskie wybrzeże Morza Czarnego może się pochwalić jeszcze innymi turystycznymi miejscowościami. Przewodnik Bezdroży "Wybrzeże Bułgarii" opisuje miasteczka: Krapec, Szabła, Kamienny Brzeg, Rusałka, Kawarna, Bałczik, Kranewo, Biała, Obzor, Rawda, Pomorie, Burgas, Czernomorec, Sozopol, Kiten, Carewo i Achtopol. Jeśli wybieracie się na wakacje do jednej z nich odsyłam Was do przewodnika, znajdziecie tam kilka podpowiedzi co robić, gdzie dobrze zjeść i kilka faktów o historii danego miejsca i jego największych turystycznych atrakcjach.

Oczywiście oprócz wyżej wymienionych jest jeszcze wiele innych mniejszych miasteczek, które przyjmują turystów. Wybrzeże Morza Czarnego oferuje wręcz nieograniczone możliwości wypoczynku. Każdy znajdzie tutaj miejsce idealne dla siebie.

Ja oprócz 5 wcześniej opisywanych przeze mnie miejscowości byłam jeszcze w Obzorze i Sweti Konstantyn i Helenie. Ponieważ jednak znalazłam się tam tylko przejazdem wpisy nie będą tak długie jak te dotyczące innych kurortów.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dlaczego Albena to moja ulubiona miejscowość w Bułgarii?


Pisałam już o różnych bułgarskich kurortach (Primorsku, Złotych Piaskach, Słonecznym Brzegu), ale mój ulubiony zostawiłam sobie na koniec. Miejscem, które najbardziej podobało mi się na całym wybrzeżu Morza Czarnego była Albena. "Albena?!" - zapytacie. "Co to za miejscowość?"
"Najlepsze miejsce na wakacje." - odpowiem.


Bułgaria turystycznie kojarzona jest z dwoma miejscami: Złotymi Piaskami i Słonecznym Brzegiem. Do niedawna też głównie te dwa kurorty utożsamiałam z wypoczynkiem nad Morzem Czarnym. Pisałam już natomiast, że w Bułgarii jest też wiele innych miejsc o odmiennym charakterze (tutaj) i że często to właśnie je lepiej jest wybrać na swoje wakacje. Jednym z takich mniej znanych miejsc jest właśnie Albena.

środa, 3 sierpnia 2016

Czy w Złotych Piaskach piasek naprawdę jest złoty?

Pisałam już o Słonecznym Brzegu (tutaj), teraz nadszedł czas na drugi najbardziej znany kurort bułgarskiego wybrzeża - Złote Piaski. Co przynosi Wam na myśl ta poetycka nazwa? Piękną, piaszczystą, mieniącą się jak złoto plażę? Jeśli tak, to Wasza wyobraźnia ma 100% rację. Nazwa kurortu wzięła się właśnie od koloru piasku na blisko 3 kilometrowej plaży, oddzielającej gęsty las Parku Przyrodniczego Złote Piaski od Morza Czarnego.


Miejscowość ta, leżąca około 20 kilometrów od stolicy regionu Warny i 500 kilometrów od stolicy kraju Sofii, powstała w 1957 roku. Niemal od razu stała się jednym z najpopularniejszych kurortów Bułgarii i całego wybrzeża Morza Czarnego. Nazwa Złote Piaski opisuje obecnie (w turystyce) cały region wybrzeża Morza Czarnego w okolicach Warny, w jego skład wchodzą mniejsze kurorty turystyczne takie jak: Sweti Konstantyn i Elena, Czajka, Kavarna, Albena, Topola i inne. O tym dlaczego warto o tym wiedzieć pisałam tutaj.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Czy w Bułgarii jest bezpiecznie?

W ostatnim wpisie "Słoneczne wakacje w Słonecznym Brzegu" pokusiłam się o napisanie kilku słów na temat incydentów spotykających turystów na wakacjach w Bułgarii. Bardzo często słyszę od swoich klientów, ale też czytam na forach turystycznych i portalach opiniotwórczych o hotelach, o kradzieżach, które mają miejsce w obiektach noclegowych w tym kraju i o różnych nieprzyjemnych sytuacjach spotykających turystów. Na końcu zeszłego wpisu o fakcie tym napisałam, ale nie po to, żeby wykreślić Bułgarię z mapy Waszych potencjalnych kierunków wakacyjnych, ale żeby Wam przypomnieć, że przesadne rozluźnienie się na wakacjach może Was kosztować więcej niż sam wyjazd. Dlaczego ten komentarz zamieściłam we wpisie o Słonecznym Brzegu? Bo większość skarg jakie usłyszałam pochodziło od klientów spędzających właśnie tam wakacje... Ale czy moja przestroga odnosi się tylko do tego miasta lub tylko do Bułgarii? Zdecydowanie nie!

Ponieważ moje słowa wzbudziły kontrowersje i zainspirowały innych podróżników do dzielenia się swoimi przemyśleniami na temat Bułgarii (polecam fajnie napisany post: http://po50ce.blogspot.com/2016/07/bezpieczenstwo-moze-bya-sobie-plotka.html), pędzę ze sprostowaniem.

Uważam, że Bułgaria to bardzo bezpieczny kraj. W obecnych czasach, gdy z turystycznej mapy świata wykreślamy kolejne kierunki potencjalnie niebezpieczne, jeden z najbezpieczniejszych w Europie. Nie mają tu miejsca żadne ataki terrorystyczne, do kraju nie przybywają uchodźcy, samotne kobiety nie są zaczepiane, można spokojnie spacerować po miastach i zwiedzać na własną rękę wszystkie zakątki kraju. Będąc w Bułgarii ani razu nie czułam żadnego zagrożenia, wręcz przeciwnie panuje tutaj spokojna, wakacyjna atmosfera. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie opublikowało żadnego komunikatu, który świadczyłby o jakimkolwiek zagrożeniu dla Polaków wypoczywających w Bułgarii. MSZ w profilu kraju podaje jednak informację o zdarzających się kradzieżach ("Turyści zatrzymujący się w hotelach, w kwaterach prywatnych i na kempingach nie powinni pozostawiać bez nadzoru pieniędzy, kosztowności i dokumentów.", (...) "W związku z częstymi kradzieżami, szczególnie w okresie letnim, nowych samochodów, zaleca się podróżującym takimi pojazdami daleko idącą ostrożność, a nawet nieużywanie ich w miarę możliwości w podróżach do i przez Bułgarię."). 

sobota, 30 lipca 2016

Słoneczne wakacje w Słonecznym Brzegu

We wpisie "Gdzie lecieć na wakacje w 2016 roku?" pisałam, że Słoneczny Brzeg to idealne miejsce na wyjazd dla ludzi młodych, jadących na wakacje, żeby się "wyszaleć". Kurort przez cały sezon - dniami i nocami - zachwyca turystów ogromem atrakcji! Długi nadmorski deptak (z licznymi barami, dyskotekami, sklepami z pamiątkami) oraz najbardziej znana ulica miasta - Flower Street - przyciągają co roku mnóstwo spragnionych zabawy wczasowiczów. W tym raju dla imprezowiczów nie brakuje też pięknej plaży do wypoczynku, a słońce świeci tu ponad 10 godzin dziennie. Nazwa Słoneczny Brzeg do czegoś w końcu zobowiązuje! Ci z Was, którzy szukają wypoczynku na słonecznych plażach i intensywnych wieczornych doznań, na pewno się nie rozczarują!


poniedziałek, 25 lipca 2016

Primorsko - bułgarska oaza spokoju


Pisałam już, że Bułgaria to kraj turystycznie bardzo niedoceniany -> tutaj. Mało osób wie bowiem, że znajdują się tutaj miejsca naprawdę wyjątkowe: malownicze plaże, zielone klify, gęste lasy... W Bułgarii poza imprezowymi kurortami znaleźć można też miejsca będące prawdziwymi oazami spokoju. Jak na przykład Primorsko (poza sezonem turystycznym oczywiście).

Primorsko to jedna z bułgarskich miejscowości, które będę wspominać najlepiej. Byłam tu na początku czerwca (czyli przed sezonem turystycznym) i w tym okresie okolice miasteczka zrobiły na mnie wspaniałe wrażenie! W mojej głowie malują się jako lokalizacja nieskażona masową turystyką, miejsce błogiego wypoczynku i pięknych krajobrazów.



niedziela, 24 lipca 2016

Gdzie lecieć na wakacje w 2016 roku? Do Bułgarii!!


Ostatni okres był dla mnie czasem „poza domem”, stąd dłuższa przerwa w pisaniu bloga. Trochę się napodróżowałam, pokonując w zaokrągleniu (chociaż sama nie wiem w którą stronę) około 15 000 kilometrów, 3 kraje (ale w jednym 2 wyspy, więc można powiedzieć 4 kierunki turystyczne), 28 miejscowości turystycznych... zwiedzając około 15 atrakcji turystycznych, podziwiając wspaniałe krajobrazy, próbując jedzenia, poznając różne kultury. Wszystko to będę teraz powoli, systematycznie opisywać. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu w najbliższym czasie coś dla siebie. :)


Zacznę od Bułgarii, bo sezon wyjazdowy do tego pięknego kraju trwa w najlepsze, a wiem z rozmów z wieloma osobami, że Bułgaria nadal jest mocno dyskryminowana przez panujące o niej stereotypy. A niepotrzebnie!

Z czym powszechnie kojarzy się Bułgaria? Turystycznie oczywiście. Z kapryśnym klimatem, sprzyjającym plażowaniu tylko dwa miesiące w roku. Z długimi plażami pełnymi płatnych leżaków, odciętych od lądu rzędami hoteli. Ze starymi, zaniedbanymi hotelami z lat 50 tych i 60 tych. Z niesmacznym jedzeniem i bardzo ubogim All Inclusive. Z biedą. Z głośnymi, imprezowymi kurortami – Słoneczny Brzeg i Złote Piaski...




poniedziałek, 23 maja 2016

The New World Beijing Hotel - luksusowy hotel w centrum Pekinu


Będąc w Pekinie nocowałam w luksusowym hotelu - New World Beijing Hotel. Kupiłam go na portalu Booking.com w promocyjnej cenie na dosłownie dwa dni przed wyjazdem.

Źródło: http://www.booking.com/

The New World Beijing jest położony w samym centrum miasta (około 15 minut spacerem od Świątyni Nieba i około 30-45 minut od Placu Tianmen). Jest więc w idealnym punkcie dla tych, którzy planują zwiedzać.

piątek, 20 maja 2016

O Chińczykach słów kilka... cz. 2

O Chińczykach słów kilka... skończyłam myślą na temat trudności poruszania się po mieście. Więc, wracając do tematu...

Poruszanie się po Pekinie to nie lada wyzwanie. Spójrzmy na fakty. Pekin zamieszkuje 11,5 mln ludzi, którzy posiadają 5 milionów samochodów i pewnie jeszcze więcej rowerów, motocykli i skuterów. Ulice są więc przepełnione i wiecznie zakorkowane. Jeśli myślicie, że zdarzyło Wam się stać w ogromnym korku, pomyślcie o nim, pomnóżcie razy 3 i może odda on trochę korki, których doświadczają na co dzień mieszkańcy Pekinu. Zdziwiło mnie, że na lotnisko nasi gospodarze z Chin przyjechali po nas metrem, a nie samochodem tłumacząc, że 30 minutową trasę pokonywalibyśmy co najmniej 3 razy dłużej, ale szybko zrozumiałam ich zachowanie.


Ulice Pekinu w ciągu dnia nigdy nie są puste. Samochody wiecznie trąbią, zajeżdżają sobie drogę i tak jak już pisałam, ktoś kto na co dzień nie jeździ zgodnie z tutejszymi „zasadami drogowymi” nie ma prawa się w nich odnaleźć. Dlatego turyści po Pekinie mogą poruszać się tylko autokarami wycieczkowymi, taksówkami, komunikacją miejską, metrem lub na pieszo. Tymi ostatnimi często poruszają się również mieszkańcy, bo jak się okazuje jeździć samochodem to problem, ale w ogóle dostać na niego pozwolenie to jeszcze poważniejsza sprawa.

sobota, 14 maja 2016

O Chińczykach słów kilka


Wyjazd do Chin był najdalszym, na jakim do tej pory byłam i znacząco odczułam podczas niego co oznacza pojęcie „różnice kulturowe w różnych częściach świata”. Dla osoby, która podróżuje głównie po Europie zetknięcie się z zupełnie (!!!) inną kulturą może być naprawdę dużym szokiem.


Oglądaliście kiedyś serial „An idiot abroad” („Idiota za granicą”)? Człowiek zupełnie nietolerancyjny, nieznający świata i uprzedzony do innych kultur wyrusza w świat... i w pierwszym odcinku odwiedza Chiny. Oglądając serial przed wyjazdem byłam pełna zniesmaczenia. Jak można tak po ignorancku podchodzić do kultury innego narodu? Tak oceniać i nawet nie starać się zrozumieć? Po powrocie z Pekinu trochę jednak zrozumiałam bohatera... Wprawdzie ja (przynajmniej tak mi się wydaje) mam bardziej otwarty umysł, ale jestem w stanie wyobrazić sobie jaki szok musiał przeżyć niepodróżujący Anglik widząc Chińczyków plujących ostentacyjnie na ziemię, jedzących robaki na patyku i załatwiających swoje potrzeby do dziury w ziemi.

Chiny to zupełnie inny świat, a zachowanie Chińczyków w Polsce (czy w innych krajach Europy) znacząco odbiega od tego co dzieje się w Chinach, bo będąc poza swoim krajem starają się oni dopasować do obowiązujących zasad... nie to co "u siebie". W sumie nadal myśląc o mieszkańcach Pekinu mam ambiwalentne uczucia.

wtorek, 10 maja 2016

Wieczorny spacer po Tiantan – Świątynia Nieba


Pobyt w Chinach obfitował w wiele atrakcji i emocji. Postaram się je wszystkie opisać, ale żeby nie zrobić zamętu powstanie kilka osobnych wpisów. Pisałam już, że Chińczycy twierdzą, iż będąc w Pekinie koniecznie trzeba zobaczyć 3 atrakcje: Wielki Mur Chiński, Gugong (Zakazane Miasto) i Pałac Letni. Przewodniki to tego must see zaliczają jeszcze Świątynię Nieba, czyli Tiantan.

Świątynia Nieba była pierwszym zabytkiem, który zobaczyłam po dotarciu do Pekinu, bo wybrałam się na spacer do otaczającego ją parku już pierwszego wieczoru po dotarciu do Chin. Przyznam, że to ona sprawiła, że zapałałam chęcią poznania Pekinu, bo wcześniejsza konfrontacja z miastem (podróż metrem, wizyta na dworcu kolejowym, transfer do hotelu) lekko mnie do niego uprzedziły. Dopiero zobaczenie Świątyni Nieba, zbudowanej w stylu pięknej architektury okresu dynastii Ming i spacer po otaczającym ją parku pokazały mi inne – piękniejsze - oblicze chińskiej metropolii. 


poniedziałek, 2 maja 2016

Spacer po Wielkim Murze Chińskim (Badaling)


Spacer po Wielkim Murze Chińskim był na liście moich podróżniczych marzeń od zawsze! Podczas pobytu w Pekinie, w końcu udało mi się to marzenie zrealizować. Chociaż wszystko wyglądało trochę inaczej niż sobie to zawsze wyobrażałam...


WIELKI MUR CHIŃSKI (Wanli Changcheng - „Mur o długości Dziesięciu Tysięcy Li”)

Wielki Mur Chiński jest bez wątpienia jedną z największych atrakcji Chin. Powitana na lotnisku przez znajomego Chińczyka od razu zostałam poinstruowana, że być w Chinach i nie zobaczyć Wielkiego Muru to wręcz grzech i że powinnam podczas mojego pobytu zobaczyć przynajmniej 3 najpiękniejsze miejsca Pekinu: Wielki Mur, Gugong (Zakazane Miasto) i Yiheyuan (Pałac Letni). Ze względu na krótki pobyt z trzeciego „cudu Pekinu” musiałam od razu zrezygnować. Drugi okazał się być również tylko częściowo osiągalny (o tym opowiem następnym razem). No ale faktycznie być w Chinach i nie zobaczyć Wielkiego Muru... to by już był wstyd!


piątek, 29 kwietnia 2016

Jak przygotować się do wyjazdu do Chin?


„Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku.”
Laozi

Dłuższy czas nie było mnie na blogu, bo w pełni pochłonęła mnie kolejna podróż. Tym razem do Chin, a dokładnie do Pekinu. Zarówno przygotowanie do wyjazdu, jak i sama wyprawa, zajęły mi tyle czasu, że po prostu nie miałam czasu dla PTM. Ale wracam i to z mnóstwem opowieści i ciekawostek z samego Państwa Środka!


Zacznę od wpisu podsumowującego moje przygotowania do podróży, bo może moje zmagania ułatwią komuś planowanie samodzielnej wycieczki do Chin.

środa, 13 kwietnia 2016

Krótki spacer po Salzburgu – mieście Mozarta.

Zabieram Was na krótki spacer po Salzburgu – mieście Mozarta.

Do Salzburga udało mi się dotrzeć w drodze powrotnej z Bad Hofgastein do Polski. Jadąc z Polski omijaliśmy Salzburg obwodnicą i zamarzyło mi się wtedy, żeby się w tym mieście chociaż na chwilę zatrzymać. Przyznam szczerze, że mało o nim wtedy wiedziałam, poza tym, że kojarzy mi się z nazwiskiem słynnego kompozytora - Wolfganga Amadeusa Mozarta. Potem okazało się, że miasto ma naprawdę wiele do pokazania i postój w nim był naprawdę dobrym pomysłem (przynajmniej w kwestii zwiedzania, ale o tym potem*).


Salzburg to miasto w północno-zachodniej Austrii, leżące tuż przy granicy z Niemcami. Salzburg otaczają piękne Alpy, a przez środek miasta przepływa rzeka Salzach. Miasto znane jest jako stolica sportów zimowych, ale też (przede wszystkim dzięki pięknym zabytkom Starego Miasta wpisanego w 1996 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO) jako ważne centrum turystyczne Austrii. Byłam bardzo zdziwiona jak wielu turystów można tam spotkać. Natknęłam się na kilka grup zorganizowanych i naprawdę wielu indywidualnych odkrywców.

sobota, 9 kwietnia 2016

Ile kosztuje wyjazd do Austrii - ceny w Austrii

Wyjazd do Austrii niestety nie należy do najtańszych. Zazwyczaj jedziemy tam autem, co wiąże się z dość wysokimi kosztami podroży, a Austria jako kierunek turystyczny też nie jest tania. Jakie są koszty wyjazdu do Austrii? Oczywiście odpowiedź będzie bardzo osobista, bo w większości zależy od standardu hotelu jaki wybierzemy i atrakcji na jakie się nastawiamy... postaram się jednak przybliżyć ceny poszczególnych składowych wyjazdu, aby pomóc Wam w planowaniu Waszych eskapad.

Podróż:

Podróż samochodem z centrum Polski do Austrii (Bad Hofgastein w regionie Salzburg) to trasa 940 km w jedną stronę. W zależności od tego ile pali Wasz samochód musicie się nastawić na 2 lub 3 tankowania do pełna w każdą stronę.
W lutym 2016 roku paliwo w Austrii kosztowało 1,399 Euro za litr.
 
O trasie do Austrii więcej możesz przeczytać tutaj -> http://turystycznemyslenie.blogspot.com/2015/04/samochodem-z-odzi-do-mediolanu.html W sumie większość drogi przebiega tak jak do Włoch, z tym, że jedzie się o połowę krócej :)

Do kosztów paliwa dochodzą jeszcze opłaty za winiety. 10 dniowa winieta czeska to koszt 310 koron (1 korona = 0,157 zł, czyli za winietę płacimy około 50 zł), a 10-dniowa winieta austriacka 8,80 Euro (zgodnie z kursem około 4,25 z lutego około 38 zł). Winiety można kupić na pierwszych stacjach benzynowych po przekroczeniu granic.