"Życie seksualne kanibali" J.Maarten Troost

"Życie seksualne kanibali" J.Maartena Troosta to jedna z najśmieszniejszych i najciekawszych książek podróżniczych jakie ostatnio czytałam. Wciąga i intryguje od pierwszego akapitu, bo Autor na swoją podróż życia patrzy z ogromnym przymrużeniem oka. To książka o wyjeździe za pracą i życiem w nieznane, ale jak sam Autor podkreśla, nie jest to historia o ucieczce przed harówką w korporacji i szukaniem sensu życia na dziewiczych wyspach. To bardziej opowieść o ludziach kochających przygodę, decydujących się na nią i radzących sobie potem z konsekwencjami swojej decyzji. Bo konsekwencji jest wiele. Takich o jakich czytelnikowi nawet by się nie śniło pomyśleć. No bo jaki obraz pojawia nam się przed oczami na myśl o Kiribati? Wyspach na Pacyfiku? Obraz raju, prawda? Dziewicze plaże, palmy, drewniane domki na balach. Tymczasem rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna.



Obraz ze strony: https://bit.ly/2ROE6z7
Autor książki bardzo ciekawie opowiada o swoim życiu na wyspie Tarawa należącej do Republiki Kiribati, państwa leżącego na środku Oceanu Spokojnego. "Żeby lepiej wyobrazić sobie Republikę Kiribati, pomyślcie przez chwilę, że całe kontynentalne Stany Zjednoczone znikają, a zostaje po nich jedynie Baltimore i wielki kawał bardzo błękitnego oceanu. Następnie podzielcie Baltimore na trzydzieści trzy części i umieśćcie jedną z nich tam, gdzie było Maine, drugą w miejscu Kalifornii i tak dalej, aż rozrzucicie wszystkie w taki sposób, by trzydziestu dwóch na trzydziestu trzech mieszkańców Baltimore już nigdy nie poszło na mecz Baltimore Orioles. Teraz zabierzcie elektryczność, bieżącą wodę, toalety, telewizję, restauracje, budynki i samoloty (poza dwoma antykami z napędem śmigłowym, którymi zajmują się ludzie mówiący językiem pozbawionym słowa „serwisowanie”). Zastąpcie to wszystko strzechą z liści. Spłaszczcie ląd na jednolitą wysokość dwóch metrów nad poziomem morza. Pobawcie się, topiąc trochę lodowców na biegunach. Dodajcie palmy. Posypcie wirusami żółtaczki typu A, B oraz C. Domieszajcie trochę wirusów dengi i pasożytów układu pokarmowego. Zabierzcie lekarzy. Odizolujcie i pieczcie w średniej temperaturze 35 stopni Celsjusza. I macie gotową Republikę Kiribati." (fragment drugiego rozdziału książki "Życie seksualne kanibali" J. Maarten Troost)

Dwa lata, które Autor książki spędził ze swoją dziewczyną na wyspie Tarawa jako i-Matang (przyjezdni) obfitowały w wiele przygód i konieczność ekstremalnego przystosowania się do zastanych warunków. Nie zdradzając zbyt wiele, by lektura przyniosła Wam tyle zdziwienia i radości czytania co mi, możecie spodziewać się historii o życiu jak z innej epoki. Nie będzie opisów picia mleka kokosowego przez słomkę,  podczas wygrzewania się pod palmą na plaży. Będą za to opowieści o i-Kiribati (mieszkańcy wyspy) korzystających z oceanu jak z toalety, o życiu bez prądu i bez bieżącej wody, wśród walających się wszędzie śmieci, o brakach jedzenia, żywieniu się tym, co w innym miejscu na świecie uznaje się za niezdatne do spożycia, o  braku kontaktu ze światem, braku wiadomości czy o alkoholizmie i-Kiribati. Uwierzcie mi, spojrzycie na wyspiarski raj zupełnie innymi oczami. I chociażby dlatego, by skonfrontować swoje wyobrażenia o tych najdalszych zakątkach świata, warto sięgnąć po książkę  "Życie seksualne kanibali" J. Maarten Troost. 


Przeczytana książka: "Życie seksualne kanibali" J. Maarten Troost, wydawnictwo W.A.B, 2017

Komentarze

Prześlij komentarz

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!

REKLAMA

Najpopularniejsze posty: