poniedziałek, 23 listopada 2015

Jeden dzień w Marrakeszu

Marrakesz jest chyba najbardziej niesamowitym miastem w jakim byłam! Z jednej strony mnie zachwycił, z drugiej przestraszył. Do dziś nie umiem opisać, czy Marrakesz mi się podobał, czy nie. I nadal (mimo, że od mojej wycieczki do Marrakeszu minęły 3 tygodnie) nie wiem co odpowiedzieć na pytania "To jaki jest ten Marrakesz?". Zwlekałam z napisaniem tego posta, bo liczyłam, że w głowie z czasem ułoży mi się bardziej wyraźny obraz miasta. Tak się nie stało. Marrakesz nadal jest dla mnie nierozwiązaną tajemnicą. Miastem szokującym, wciągającym, hipnotyzującym... Miastem, którego nie da się poznać. Da się je tylko poczuć. I warto się otworzyć na nie wszystkimi zmysłami. Poczuć zapachy, zobaczyć kolory, dotknąć przedmiotów na suku, zjeść marokańskie jedzenie w lokalnej restauracji, usłyszeć gwar Marrakeszu nocą. Panująca tu atmosfera jest nietypowa, orientalna, tajemnicza... Marrakeszu nie da się jednoznacznie opisać i ocenić (a przynajmniej ja nie umiem). Tak po prostu trzeba pojechać. I samemu poczuć magię Marrakeszu.

Marrakesz to największa metropolia południowego Maroka i jednocześnie najchętniej odwiedzane miasto w Maroku. Niewątpliwie symbolem Marrakeszu jest plac Jamaa el-Fna, który razem z otaczającymi go ulicami wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako unikalne zjawisko architektoniczne, ale też kulturowe. Ale Marrakesz ma do zaoferowania o wiele więcej...




Z Agadiru do Marrakeszu jest około 250 km, ale ponieważ większość trasy wiedzie autostradą to drogę pokonamy w około 3 godziny. Droga wiedzie przez przepiękne tereny Atlasu Wysokiego, więc ciągle towarzyszą nam wspaniałe widoki wysokich gór i pustynnych wzniesień. Takie jak ten poniżej.


Szczyty Atlasu Wysokiego docierają aż do Marrakeszu, ale w mieście dobrze ich nie widać. Zresztą kto by ich poszukiwał, gdy miasto ma tyle do pokazania.

Historia Marrakeszu sięga czasów neolitu, bo ponoć okolice były zamieszkane już w tym okresie. Organizm miejski zaczął się jednak kształtować dopiero w drugiej połowie XI wieku - pierwotnie jako niewielki ksar, który potem rozrósł się do warownego miasta. Pierwszymi budowlami były meczet i kasba, potem zaczęto rozbudowywać miasto o kolejne zabudowania (głównie z czerwonej gliny - tabii). Marrakesz od 1062 roku był stolicą państwa Almorawidów - stolica położona na południu miała przypominać władcom o ich berberyjskim pochodzeniu. W 1147 roku nad Marrakeszem władzę przejęli Almorawidzi. Utworzono tu ośrodek rzemieślniczy (produkcja skór) i rozpoczął się rozwój intelektualny i urbanistyczny miasta. Powstała Kutubijja, liczne pałace i ogrody oraz wybrukowano drogi.W 1269 roku władzę nad miastem przejęli Merynidzi. Marrakesz przestał być stolicą, ale nadal był ważnym miastem na szlakach handlowych. W 1515 roku Marrakesz oblężony został przez wojska portugalskie, w 1527 roku władzę nad nim przejęli Wattasydzi, a w XVI i XVII wieku Saadyci, którzy ponowni uczynili z Marrakeszu stolicę Maroka. W 1669 roku do władzy doszli Alawici, którzy nie dość, że zdegradowali Marrakesz odbierając mu funkcję stolicy to jeszcze kazali (Mulaj Ismail) zburzyć tutejszy pałac królewski, by z materiałów zbudować nową stolicę - Meknes. W 1757 roku odnowiono miasto wzorując się na Wersalu. Utworzono m.in. piękne założenia pałacowo-ogrodowe. Potem Marrakesz tak jak całe Maroko wszedł pod Protektorat Francuski. Po odzyskaniu niepodległości przez Maroko (1956 rok) miasto stało się centrum kulturalnym i turystycznym.

Marrakesz jest bardzo rozległym miastem. Jego przedmieścia nie świadczą wcale o tym, że zbliżamy się do jednego z największych miast kraju. Tak wyglądają pierwsze zabudowania miasta:


Dopiero trochę dalej zaczynają się pojawiać całe osiedla domów i bloków z czerwonego budulca (jak na zdjęciu poniżej). Ten kto mówił, że Marrakesz to Czerwone Miasto miał 100% rację. Różnica między białym Agadirem, a czerwonym Marrakeszem jest ogromna. Pierwsze wrażenie jest więc naprawdę imponujące.  

W 1122 roku Marrakesz otoczono też murami z czerwonej gliny. Mury zachowane do dziś mają ponad 10 km długości. Do miasta prowadziło kiedyś 10 bram, które zamykano o zmroku, a jak ktoś próbował dostać się w nocy traktowany był jak wróg i zabijany publicznie na placu Jamaa el-Fna.


Zgodnie z przewodnikowymi radami, w Marrakeszu warto zobaczyć:
- plac Jamaa el-Fna,
- meczet Kutubijja,
- najpiękniejszą bramę miejską - Bab Agnaon,
- kasbę z grobowcem Saadytów,
- ruiny pałacu El-Bahia,
- suk Smarine i el-Kebir,
- plac dela Kissaria z największą w Maroku medresą Ben Youssef,
- meczet Mouassine,
- rezdencję Tiskiouine,
- muzeum Dar Si Said,
- Ville Nouvelle  - współczesny Marrakesz,
- ogrody Majorelle z muzeum sztuki islamskiej,
- ogrody Menara itd.

Większość miejsc z tej listy udało mi się "zaliczyć". A podróż po Marrakeszu zaczęła się od wizyty w Jardin Majorelle, czyli ogrodach Majorelle. Ogrody znajdują się w dzielnicy Ville Nouvelle (nowy Marrakesz, bo Marrakesz dzieli się zasadniczo na stare i nowe miasto), która powstała w okresie francuskiego protektoratu. Ogrody stworzył francuski malarz Jacques Majorelle (1886-1962), który przez 40 lat dosadzał tutaj kolejne gatunki egzotycznych roślin: palm, kaktusów, orientalnych kwiatów i projektował ogrodowe aleje, stawy i miejsca wypoczynku. Ogrody są przepiękne. Można tu podziwiać wspaniałe marokańskie rośliny i poczuć się jak w orientalnej i egzotycznej dżungli. 





W 1966 roku ogrody odkrył Yves Saint Laurent. Projektant zakochał się w tym miejscu i zakupił je razem ze swoim partnerem Pierre Bergé w 1980 roku. Po śmierci projektanta w 2008 roku część jego prochów rozsypano w Jardin Majorelle, a na pamiątkę wielkiego właściciela postawiono memoriał (na zdjęciu poniżej). W ogrodach znajduje się też Muzeum Sztuki Islamu.


Kolejnym ważnym miejscem w mieście jest meczet Kutubijja (na zdjęciu poniżej). Minaret meczetu (wieżę) widać w całym mieście, bo zgodnie z ustawą jaka panuje w miastach arabskich, żaden budynek nie może być wyższy od wieży minaretu. Meczet jest dumą Marrakeszu i jego symbolem. Chociaż nie zawsze tak było... Pierwszą świątynię postawili tutaj Almorawidzi, została jednak ona zburzona. Zastąpił ją nowy meczet, ale został źle postawiony względem Mekki, więc również musiał zostać zburzony. Dopiero trzecia wersja to ta, która stoi do dziś. Meczet Kutubijja to jeden z najlepszych przykładów sztuki marokańskiej XII w.. Jego budowa trwała pół wieku. Proporcje budynku to 1:5 - wysokość równa się pięciokrotnej szerokości. Wysoki na 69 m minaret zaraz po zbudowaniu stał się wzorem m.in. dla wieży Giraldy w Sewilli i wielu innych minaretów w całym Maroku.


Minaret otoczony jest pięknym ogrodem z drzewami pomarańczowymi. Obok minaretu znajduje się plac modlitewny (na zdjęciu poniżej) na którym modlą się wierni podczas dużych świąt, gdy nie wszyscy mieszczą się wewnątrz meczetu. Obok znajduje się tez mauzoleum Jusufa ibn Taszfina - założyciela Marrakeszu i groby marabutów - czyli świętych mężów, którzy podobno dokonywali cudów (biały budynek po lewej stronie zdjęcia). Meczet jest niesamowitym miejscem, ale zgodnie z religią muzułmańską, niewierni nie mogą wchodzić do środka.


Kolejna atrakcja Marrakeszu to Pałac El-Bahia. Rezydencję wzniósł wezyr Bon Ahmed około 1890 roku. Bramą wchodzimy na mały riad (dziedziniec), a potem ozdobną salą do wielkiego riadu. W pałacu jest wiele wspaniałych sal urządzonych w marokańskim stylu. Najpiękniejsze są malowane na ścianach mozaiki, wzory układane z kafli na podłodze i na dolnych częściach ścian (zulajdż), a także wspaniałe żłobienia przy otworach na drzwi i okna. Niestety pałac jest bardzo zaniedbany. Sale są puste, farba schodzi ze ścian, wszystko jest w stanie rozsypki. Jakby nikt nie słyszał tutaj o renowacji. A szkoda, bo gdyby zadbać o pałac i stworzyć w nim kilka ekspozycji z meblami z epoki to zdecydowanie lepiej by się go zwiedzało. I nie potrzeba by było, aż tak bujnej wyobraźni jak teraz, żeby poczuć się jak w czasach marokańskiego prosperity.



Marrakesz, tak jak można to sobie wyobrazić,  jest szalonym, pełnym ludzi, bardzo głośnym miastem. Typowa afrykańska metropolia. Ruch na ulicach jest nie do zrozumienia przez Europejczyka - podziwiam wszystkich, którzy odważyli się wjechać tutaj samochodem nie znając tutejszych niepisanych przepisów. Na ulicach jest wiele różnych środków transportu - samochody, autokary, motory, konie, osiołki, rowery... Do tego między tymi wszystkimi machinami przemykają piesi, zwierzęta... I wszyscy mają pierwszeństwo. Szaleństwo!



Jeszcze gwarniej i bardziej kolorowo jest na marokańskich sukach w Marrakeszu. Największe ich skupisko znajduje się po północnej stronie Jamaa el-Fna, gdzie w  gęstwinie małych  uliczek znajduje się dosłownie królestwo suków. Najważniejszy to suk Smarine, ale są tam też suk Milouda, Souafine, el-Kebir, Attarine i inne. Każdy ma swoją specjalizację: są suki odzieżowe, metalowe, spożywcze...
  
"Labirynt wąskich, zatłoczonych uliczek, pulsująca życiem medyna, cuda, które wychodziły spod rąk tutejszych rzemieślników tak nas pochłonęły, że choć byliśmy razem, trzymaliśmy się za ręce, to i tak każde z nas z szeroko otwartymi oczami nagle poszło w swoją stronę." "Zakochani w świecie. Maroko"


Suki są wspaniale kolorowe, pełne pięknych rzeczy. Chciałoby się kupić wszystko! Ale nie polecam. Marrakesz jest niesamowicie drogi. Za takie same produkty jak na tutejszych targach, w Agadirze lub Essaouirze zapłacicie o połowę mniej. Warto więc się opanować, poczekać i zakupy odłożyć na później. Ja na szczęście tak zrobiłam. W Marrakeszu kupiłam magnesy, a zakupy pamiątek zostawiłam na suk w Agadirze. I świetnie na tym wyszłam!
Jeśli chodzi o zakupy w Marrakeszu to jeśli pojedziecie tam na wycieczkę fakultatywną to prawdopodobnie zostaniecie zabrani do lokalnej apteki na prezentację marokańskich specyfików na każdą przypadłość. Ta prezentacja jest niemal sztuką teatralną, która ma na celu oczywiście namówić Was do zakupów. Czy się opłaca? Przemiły aptekarz (mówiący po polsku Marokańczyk) w prześmieszny sposób zaprezentuje Wam magiczne niemal właściwości marokańskich kosmetyków. Nie kupujcie bez opamiętania. Większość kosmetyków Was pewnie uczuli, albo i tak nie zadziała (tak było z tymi kupionymi przez moich znajomych). W aptece warto natomiast kupić przyprawy, herbatę (za 3 produkty w cenie 2) i olejek arganowy (w lepszej cenie niż na sukach). 



Z suków kierujemy się jeszcze do znanego zabytku Marrakeszu - medresy Ben Youssef. Medresa to teologiczna szkoła muzułmańska, w której nauczano Koranu, prawa oraz języka arabskiego. Medresa Ben Youssef  to największy tego typu obiekt w Maroku. Powstała ona w XIV wieku, a jej fundatorem był Abu I Hasan Ali (z dynastii Merynidów). Ufundował on też medresy w Fezie, Sale i Meknesie. Na medresę składa się kompleks zabudowań wokół dziedzińca, wśród których znajdują się: sale wykładowe, biblioteka, pokoje dla uczniów i nauczycieli. 




Kulminacyjnym puntem wycieczki do Marrakeszu jest zobaczenie jej największej atrakcji - symbolu miasta - Placu Jamaa el-Fna. Do placu docieramy plątaniną uliczek i suków.


Plac Jamaa el-Fna największe wrażenie robi wieczorem i w nocy. Plac znajduje się w sercu starego miasta. Żadne inne miasto Maroka nie ma takiego centrum. Nazwa, według różnych interpretacji, to "miejsce, gdzie nie ma meczetu" lub "Plac Straceń". Bo odbywały się tutaj egzekucje. Plac pełnił i nadal pełni rolę społeczną. Wieczorem "ożywa" i (z czym się w pełni zgadzam) z góry wygląda jak wielkie mrowisko (słowa Pana Miazowskiego -"Ziemia Czerwona").


Na Placu Jamaa el-Fna dzieją się niesamowite rzeczy. Tu tutaj można obejrzeć występy zaklinaczy węży, pobawić się z małpą, obejrzeć sztuczki magiczne... wszystko oczywiście za opłatą. Idąc na plac warto mieć w kieszeniach drobne dirhamy. Za występ zazwyczaj wystarczy dać ich 10-20, czasem 50... ale gdy sztukmistrz zobaczy Wasz otwarty i pełen portfel zażyczy sobie więcej. I nawet jeśli sam sobie nie wyjmie zapłaty (a i tak się zdarza) to odmówić będzie bardzo trudno. Jeśli, więc chcecie zobaczyć pokaz marokańskich artystów, pamiętajcie, że trzeba będzie za niego zapłacić.


Po lewej stronie placu rozstawione są stragany z jedzeniem. To tu można spróbować legendarnych już marokańskich ślimaków w bulionie. Oczywiście nie tylko... wiele tu marokańskich fast foodów z tadżinami na czele.


Plac najbardziej spektakularne wrażenie robi z góry. Warto wejść do jednej z kawiarni lub restauracji z balkonami i popatrzeć na tą gwarną krzątaninę z "lotu ptaka". Za taką przyjemność trzeba od razu zapłacić (już przy wejściu do kawiarni trzeba kupić co najmniej wodę), ale widoki są tego warte (a woda się na pewno przyda)!


Przy Placu Jamaa el-Fna (ale nie tylko, bo odczuwałam to w całym Marrakeszu, a w szczególności na suku) strach jest się zgubić. Polecam trzymać się tam większymi grupami i dobrze się siebie pilnować, bo w tym szybko poruszającym się tłumie łatwo zostać w tyle. Ja na szczęście nie doświadczyłam tego uczucia, ale autorka książki "Zakochani w świecie. Maroko" niezbyt miło wspomina ten moment grozy:
"Otaczający mnie tłum przestał być fascynujący. Stał się niepokojący, nie do ogarnięcia. Medyna - serce Marrakeszu pulsujące w nocy ze szczególną mocą - w kilka chwil z zachwycającej stała się przerażająca. Tuż przed Tobą setki twarzy. Wypatrujesz tej jednej, znajomej, ale jej nie ma."

Marrakesz (dla mało obytego w samotnym podróżowaniu turysty jak ja) ma w sobie zresztą trochę tego niepokoju. Ja zwiedzając miasto na każdym kroku zastanawiałam się czy nie robię czegoś złego. Czegoś wbrew zasadom. Przed zwiedzaniem miasta zostaliśmy uprzedzeni, żeby nie robić zdjęć policji, żeby uważać na kieszonkowców, żeby pytać każdego czy możemy mu zrobić zdjęcie, a jeśli się zgodzi to nagrodzić chociaż małym napiwkiem, żeby się pilnować...  I te wszystkie nakazy i zakazy (chociaż w pełni potrzebne i prawdziwe) trochę psują atmosferę zwiedzania miasta. Często chciałam zrobić zdjęcie jakiegoś widoku, ale zanim się za nie zabrałam musiałam rozejrzeć się dookoła, czy gdzieś nie stoi patrol, a gdy już się upewniłam, że jest "czysto" klimat zdjęcia mijał i szłam dalej bez fotografii. (O robieniu zdjęć w Maroku napiszę jeszcze w poście z poradami praktycznymi).


Także, suma sumarum, Marrakesz warto zobaczyć! To piękne miasto - zupełnie inne niż wszystkie dotąd przeze mnie odwiedzane. Ma w sobie klimat orientu, tajemnicę, a przez swoją bujną historię może się też poszczycić pięknymi zabytkami. Atmosfera placu Jamaa el-Fna jest nie do podrobienia. Nie dziwię się, że został on wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako fenomen kulturowy, bo faktycznie nim jest. W Marrakeszu można poczuć prawdziwe Maroko. Nie takie ucywilizowane dla turystów w Agadirze, tylko autentyczne, arabskie, orientalne, nieco egzotyczne Maroko! 

Mimo, iż nie czułam się w Marrakeszu mile widziana (chociaż to pewnie wrażenie widziane oczyma mojej wyobraźni) to niesamowicie się cieszę, że go zobaczyłam. Bez odwiedzenia Marrakeszu wyjazd do Maroka nie byłby kompletny. 

A Was zachwycił czy przeraził klimat Marrakeszu?

Źródła:
- "Maroko. W labiryncie orientalnych medyn.", 2010, Wyd. Bezdroża
- "Maroko. Szlakiem medyn, skarbów wybrzeża i pustyni.", 2011, Wyd. Bezdroża
- "Zakochani w świecie - Maroko", 2012, Joanna Grzymkowska- Podolak, Wyd. Poligraf
- http://jardinmajorelle.com/ang/

Polecam też:

Maroko - pierwsze wrażenia 
Maroko - informacje podstawowe

Wycieczka fakultatywna do Essaouiry. Czy warto opuścić Agadir i wybrać się do wietrznego miasta?
Z Agadiru do Essaouiry - co warto zobaczyć?
Marokańskie smaki
Agadir - wszystko co trzeba wiedzieć zanim wybierzecie się tam na wakacje

10 komentarzy:

  1. Beata Ziemiańska24 listopada 2015 12:31

    Kochana, niesamowicie czyta się Twoją relację! Na pewno będą śledzić bloga i (mam nadzieję) dużo się nauczę również od strony technicznej.
    Pozdrawiam znad mojego, raczkującego dopiero, bloga!
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że PTM Cię inspiruje (na tym mi najbardziej zależy). :)
    Oczywiście zapraszam Cię do śledzenia bloga - kończę już powoli relację z Maroka, więc niedługo posypią się posty o moich innych wyjazdach.

    Powodzenia w pisaniu bloga i pochwal się linkiem jak napiszesz coś ciekawego! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Beata Ziemiańska24 listopada 2015 18:42

    Cały czas tworze :) zabrałam się za zaległe relacje na 3 lata wstecz :) zapraszam :) http://n49e22.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. www.bulgari.blox.pl4 grudnia 2015 21:19

    Miasto budzące takie sprzeczne emocje niesamowicie intryguje. Myślę, że każdego czytającego Twoją fantastyczną relację bardzo zachęciłaś do odwiedzenia Marakeszu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie słyszałam, że klimat jest dość ciężki ze względu na zaczepiających turystów handlarzy, kupców, którzy bywają często bardzo agresywni oraz właśnie, że cały czas trzeba się pilnować. Myślisz, że wyjazd w parze jest bezpieczny?

    OdpowiedzUsuń
  6. W samym Marrakeszu na targu faktycznie często ktoś zaczepia, zachęca do kupienia czegoś itd.. Ale to takie nagabywanie jak na każdym rynku dookoła świata. Marokańczycy nie są agresywni, nie wciągają na siłę do sklepów, nie są natarczywi jak sprzedawcy w innych krajach Afryki Północnej. Poruszanie się po targu jest dość stresujące, bo to ogromny teren, pełen małych uliczek i łatwo się tam zagubić. Dlatego najlepiej poruszać się w parze i nie spuszczać się z oczu. :) Sama bym po targu chodzić nie chciała (nie wiem też czy zdecydowałabym się na spacer po targu z koleżanką), ale w parze już tak. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już od dawna marzę o wyjeździe do Maroka, tylko właśnie to, co piszesz o innych krajach Afryki Północnej, słyszałam o Maroku od oób, które tam były i raczej już nie chcą powrócić. Dziękuję bardzo za cenne rady, jak poruszać się po targu. Mam nadzieję, że będę mogła z nich kiedyś skorzystać w praktyce.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tego Ci życzę! :)

    Ja do Maroka chętnie bym wróciła, tylko, że teraz na południe, żeby pobuszować po pustyniach. ;)
    Co do wyjazdów do północnej Afryki to jest to bardzo specyficzny kierunek, jestem w stanie zrozumieć, czemu nie każdy czuje się tam dobrze. Ale jeśli podoba Ci się marokańska kultura/ lubisz taką kuchnię / kochasz kolory, bo w Maroku wszystko jest kolorowe to myślę, że by Ci się podobało. To w dużej mierze kwestia nastawienia i trzeba pamiętać o różnicach kulturowych między nami, a Afryką. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Maroko-moje marzenie :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bylam w Maroku w styczniu tego roku wraz z mama oraz z bratem. Pojechalismy do Marakeszu i gdy dostalismy wolne 2 h na samotne zwiedzanie i zjedzenie czegoś, wybralismy sie w 3 obejrzeć suk na placu. W skrocie mowiac, zgubilismy sie, bylismy prowadzeni po kolei z jakimis tamtejszymi, pojawiali sie jeden za drugim, oddalalismy sie od miejsca z ktorego przyszlismy. To byl moj koszmar, doszlo do momentu gdzie znalezlismy sie w takiej czarnej dziurze, ze nawet drzwi od przedszkola ktore tam sie znajdowaly byly szmaciane. Mialam wrazenie ze kazdy sie na nas dziwnie patrzy, chodzilismy po ulicach gdzie dostep mieli tylko muzulmanie, doszlo tez do tego ze jeden z tych co nas "prowadzil", poprowadzil nas kilka w kolo. Na cale szczescie jakos to przezylam nie liczac placzu, uczucia bezradnosci i ogromnego ataku paniki. Zdazylismy, bylismy 5 min przed zbiorka. Jednakze cos to miasto w sobie ma co ludzi przyciaga

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!