sobota, 14 listopada 2015

Z Agadiru do Essaouiry - co warto zobaczyć?

Będąc na zorganizowanych przez biuro podróży wakacjach w Maroku na pewno nocować będziecie w jednym z hoteli w Agadirze (moją wiedzą o hotelach podzielę się później). W poprzednim poście pisałam, że z Agadiru warto wybrać się na wycieczkę fakultatywną do Essaouiry (patrz tutaj -> Wycieczka fakultatywna do Essaouiry), a tym postem przekonam do tego wszystkich sceptyków, których samo miasto nie do końca zachwyciło. Bo wycieczka fakultatywna do Essaouiry to nie tylko zwiedzanie portowego miasta, ale też poznanie prawdziwego Maroka! Dlaczego? Już opowiadam!



Aby dotrzeć z Agadiru do Essaouiry trzeba pokonać około 180 km, ale ponieważ trasa prowadzi średniej wielkości drogami (również przez góry i drogi lokalne) to jej pokonanie zajmuje około 3 godzin (nie licząc postojów na zwiedzanie).

Przy wyjeździe z Agadiru warto spojrzeć na port (który można obejrzeć biorąc udział w tzw. City Tour - zwiedzaniu miasta), który jest największym portem w Maroku, poławiającym głównie sardynki. Później kierujemy się w stronę wzniesienia z kasbą (na zdjęciach z Agadiru widać zawsze górę z arabskim napisem - napis w tłumaczeniu z języka arabskiego oznacza Bóg, Ojczyzna, Król), a potem górskimi drogami kierujemy się z powrotem w stronę wybrzeża. Odcinek za Agadirem biegnący wzdłuż oceanu jest niesamowicie malowniczy. Warto zatrzymać się przy jednym z punktów widokowych i zobaczyć wspaniałe piaszczyste plaże odgrodzone od lądu wysokimi klifami. Widoki zapierają dech w piersiach!


Znad oceanu wjeżdżamy potem wgłąb lądu (tutaj trasa będzie kręto manewrować między wzgórzami). Po drodze obserwować można plantacje oliwek i arganii i lokalne wioski. Prawdopodobnie w jednej z takich małych marokańskich wiosek zatrzymacie się na zakupy. My zatrzymaliśmy się w miasteczku Taghazout, gdzie dostaliśmy kilka minut wolnego na zakup owoców. Owoce w Maroku są przepyszne i tak tanie, że grzechem byłoby ich nie kupić. Kilogram bananów (szczególnie polecam spróbować kwaśne banany) kosztuje około 3 dirhamów (czyli 0.30 eurocentów - 1,20 zł), a kilogram słodkich granatów około 5 dirhamów (0,50 euro - 2 zł). Sprzedawcy w małych miastach prawdopodobnie i tak zawyżają ich ceny dla turystów, ale przecież nie będziemy targować się o kilogram granatów za 2 złote, tym bardziej, że jak dorzucicie dirhama czy dwa to sprzedawca chętnie zrobi sobie z Wami zdjęcie i pozwoli obfotografować cały stragan. 



W marokańskich wioskach i ogólnie poza dużymi metropoliami i kurortami turystycznymi panuje duża bieda. Właśnie przejeżdżając przez takie regiony jak te na trasie z Agadiru do Essaouiry można zobaczyć w jakich warunkach żyją tutaj prawdziwi ludzie. Niczym nietypowym jest tu starszy Pan podróżujący na osiołku, albo młodzieniec pędzący rozpadającym się niemal motorkiem. Przy trasie stoją stare domy i konstrukcje z blachy falistej, gdzie Marokańczycy prowadzą  przydrożny handel.


Im dalej wjeżdżamy w głąb lądu tym bardziej krajobraz staje się wyżynny, a tereny gęściej porośnięte plantacjami i uprawami. Okolice Agadiru i Essaouiry to chyba jedyny region na świecie, gdzie spotyka się plantacje arganii (czyli drzew arganowych).

"Argania i olej arganowy to prawdziwe marokańskie unikaty! Tych drzew nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. Więcej! One upodobały sobie tylko jeden region Maroka - okolice As-Sawiry i Agadiru właśnie. Arganie przypominają nieco drzewka oliwne. Również ich owoce podobne są do oliwek. A to, co się z nich wytwarza, nie bez powodu nazywane jest 'złotem Maroka'. Cudowny olej arganowy jest wykorzystywany przez każdą kobietę w Maroku. I w kuchni, i w łazience podczas wszelakich zabiegów upiększających. Odmiana spożywcza, choć bardzo kaloryczna, jest pełna dobroczynnych witamin. Ten, który wykorzystuje się w pielęgnacji, fantastycznie nawilża i wygładza skórę." "Zakochani w świecie - Maroko"
Z jakiego powodu jest to ważne dla naszej wyprawy? Otóż z dwóch powodów! Po pierwsze tylko tu można doświadczyć typowego marokańskiego widoku... kóz skaczących po drzewach. Tak zwane "kozy akrobatki" to nie jest żaden specjalny gatunek kozy, tylko zwierzęta znane nam również z polskich wsi. Lubują się one natomiast w akrobacjach wysokościowych, bo na mało żyznej ziemi nie mogą znaleźć dla siebie wystarczających ilości pożywienia. Na szczęście arganie są niskie i rozłożyste, przez co kozy łatwo mogą na nie wskoczyć i posilać się liśćmi tego drogocennego drzewa. 


"Drzewa były dosłownie obwieszone kozami! Drzewa arganowe nie są zbyt wysokie, za to całkiem gęste. Łakome kozy nie mają najmniejszego problemu, żeby wspiąć się na sam czubek i chodzić po rozłożystych gałęziach jak po tarasie! Na jedno drzewko potrafi się wepchnąć nawet kilkanaście."
"Zakochani w świecie - Maroko"
Dlaczego drogocennego? Bo z owoców arganii wytwarzane jest tak zwane "złoto Maroka", czyli olej arganowy. A to właśnie drugi powód dlaczego warto pojechać na wycieczkę trasą z Agadiru do Essaouiry. Tylko tutaj można zobaczyć jak pracuje tzw. cooperative, czyli wytwórnia oleju arganowego


"Olej arganowy to rarytas, dlatego czasem jest tylko dodatkiem do kosmetyków. Trudno się dziwić, skoro jest produkcja to długa, żmudna i ciężka robota. Pestki owoców ugniata się i miele tak długo, aż powstanie z nich pasta. Dopiero z niej wyciska się olej. Żeby mieć litr, trzeba tak przemielić i wycisnąć pestki aż z 30 drzew! A wszystko z użyciem tylko i wyłącznie ludzkich, a właściwie kobiecych rąk."
"Zakochani w świecie - Maroko"

W cooperativie pracują same kobiety, które ręcznie rozłupują owoce arganii, mielą je, wyciskają z nich pastę, a potem z pasty odsączają olej. Kolejne etapy wytwarzania oleju arganowego przedstawiam na poniższych zdjęciach.


W cooperative na pewno zostaniecie też poczęstowani przepyszną pastą na bazie oleju arganowego (z dodatkiem orzechów i kakao), marokańskim chlebem i herbatą. Uwierzcie mi, lepszego lunchu daleko szukać! :)

Rozumiecie już dlaczego warto przejechać te 180 kilometrów do Essaouiry? Nie tylko dla zobaczenia tego miasta, chociaż tak jak już pisałam na mnie wywarło ono duże wrażenie. Jeśli nie zwiedzacie Maroka na własną rękę to taka wycieczka jest właściwie jedyną metodą, żeby zapoznać się z prawdziwym obliczem Maroka (a nie jego turystycznym wizerunkiem). Z listy "do zrobienia w Maroku" będzie można skreślić: zdjęcie kozy skaczącej po drzewie, zakup 100% oleju arganowego (najlepszej pamiątki jaką można przywieźć z Maroka), degustację marokańskiej kawy Nus Nus (o niej napiszę we wpisie o marokańskim jedzeniu), odwiedzenie wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, przejazd po terenach górskich Atlasu Wysokiego, zwiedzenie Essaouiry - miasta ukochanego przez filmowców, zakup owoców na prawdziwym marokańskim straganie, degustację prawdziwej marokańskiej kuchni... Tyle emocji w jeden dzień. Naprawdę warto!

Uwaga! Uprzedzam osoby z chorobą lokomocyjną, że przejazd z Agadiru do Essaouiry jest dość ekstremalny pod względem zakrętów, hamowania, częstych podjazdów i zjazdów... Także, jeśli ktoś z Was cierpi w podróży polecam przed wyjazdem zażyć Aviomarin i zaopatrzyć się w inne środki ułatwiające podróż. Trasa do Essaouiry mnie minęła bezproblemowo - jechaliśmy dość wolno i mieliśmy częste postoje, ale droga powrotna była naprawdę nieprzyjemna. Wracaliśmy już wieczorem, nie dość że było ciemno, kierowca pędził jakby brał udział w wyścigach, ciągle wymijał a to motocyklistów, a to pieszych, trasa pełna była zakrętów... Wyobrażacie sobie? Dlatego uczulam - jeśli cierpicie na chorobę lokomocyjną, weźcie leki! Nie rezygnujcie z wycieczki, bo szkoda, ale po prostu dobrze się na nią przygotujcie.

Jeśli macie jakieś pytania na temat moich dotychczasowych opowiadań o Maroku pytajcie! Postaram się w miarę wiedzy we wszystkim pomóc i uwzględnić Wasze uwagi i wątpliwości w następnych postach.

Źródła:
 - "Zakochani w świecie - Maroko", 2012, Joanna Grzymkowska- Podolak, Wyd. Poligraf

Polecam przeczytać też:

Maroko - pierwsze wrażenia 
Maroko - informacje podstawowe
Jeden dzień w Marrakeszu
Wycieczka fakultatywna do Essaouiry. Czy warto opuścić Agadir i wybrać się do wietrznego miasta?

Marokańskie smaki
Agadir - wszystko co trzeba wiedzieć zanim wybierzecie się tam na wakacje

5 komentarzy:

  1. Zdjęcie kozy skaczacej po drzewie? :) Brzmi ciekawie :D przejazd drogą musiał być niezłym punktem tej wyprawy. . . Ciekawe czy musiałabym zażyć Aviomarin :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te kozy! Zdobyły moje serce! Podobne akrobatki miałam okazję obserwować w Grecji, cudny widok! :)
    Uwielbiam olejek arganowy, używam go do włosów :) Swoją drogą w książce Bowlesa, którą kiedyś Ci polecałam też natknęłam się na niezbyt smaczny opis produkcji tego olejku ;) Cytauję :"Tam, gdzie rosną arganie dobrze żyje się kozom. (...) chodzą od gałęzi do gałęzi, zjadając liście i tłuste, gorzkie owoce podobne do oliwek. Potem zbiera się kozie odchody, a z obecnych w nich pestek arganii tłoczy się olej" (P.Bowles "Podroże. Pisma zebrane 1950-93"). Fragment ten pochodzi jednak z artykułu z lat 50 więc miejmy nadzieję, że technika ta nieco się zmieniła :D :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie się na szczęście obyło bez, ale tak jak napisałam powrót był naprawdę ciężki. Lepiej na wszelki wypadek się zaopatrzyć w Aviomarin, bo marokańskie kręte i wąskie drogi w połączeniu z dużą prędkością z górki są nieobliczalne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co Ty mówisz!! Nam o niczym takim nie wspominali, więc mam nadzieję, że metody się zmieniły. Konsumowałam w cooperativie pastę z oleju arganowego i wolałabym jednak, żeby produkowana była z owoców arganii, a nie z pestek wyciągniętych z koziej kupy. Bleh! :)

    P.S. Zamówiłam książkę Bowlesa, więc niedługo się zabieram do lektury!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bądźmy optymistkami - technika na pewno się zmieniła :D
    O to fajnie! Mam nadzieję, że Ci się spodoba :) Tak jak pisałam, nie wszystkie jego teksty zapierają dech w piersi, ale niektóre na pewno przypadną Ci do gustu no i zawsze to nowe źródło przydatnych informacji o Maroku :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!