wtorek, 3 listopada 2015

Maroko - pierwsze wrażenia

Wspominałam gdzieniegdzie, że przytrafiła mi się jeszcze w październiku podróż do magicznego Maroka. Tydzień w tym, owianym nutką tajemnicy, orientalnym kraju wprawiał mnie w różne stany - od zachwytu, przez zdziwienie, potem znowu zakochanie, aż w końcu na zadawane po powrocie pytania "jak było?" nie wiedziałam co odpowiedzieć. Dlaczego? Postaram się Wam to wytłumaczyć w kilku następnych postach (bo jest co opisywać). Tymczasem, dla tych najbardziej niecierpliwych kilka słów wstępu...

maroko hotel

Polskę od Maroka (a właściwie od Agadiru, który był celem mojego wyjazdu) dzieli około 4 300 kilometrów (w linii "prostej"). Podróż samolotem z Warszawy na lotnisko Al Massira w Agadirze trwa około 5 godzin.



Po wylądowaniu na lotnisku należy przygotować paszport i wniosek pobytowy (wypełniamy go na lotnisku w Maroku), z którymi potem kierujemy się do kontroli paszportowej po pieczątkę do paszportu. O wszystkich formalnościach napiszę w osobnym poście, bo Maroko to kraj papierków, wniosków i ciągłego legitymowania się, stąd tej biurokracji trzeba będzie poświęcić więcej czasu. :)

Dla tych, który nie lubią długich transferów z lotniska do hoteli mam dobrą wiadomość. Przejazd autokarem z portu lotniczego do hoteli w Agadirze trwa tylko około 40 minut - połowa drogi zejdzie Wam na wypisywaniu karty meldunkowej do hotelu, druga połowa na podziwianiu "nieturystycznego Maroka" i uwierzcie warto się rozglądać, bo te nieturystyczne rejony są zupełnie inne od tego, co potem przyjdzie Wam do doświadczyć w Agadirze.

Zdjęć z tego pierwszego fragmentu podróży nie mam, bo aparat był bezpiecznie spakowany w bagażu, więc musicie mi uwierzyć na słowo... Na początku byłam lekko przerażona. Rozpadające się domy, rozpoczęte lata temu i niedokończone budowy, stragany pod wiatą z blachy falistej, mieszkańcy na osiołkach wyprzedzani przez tych mknących na motorynkach... Pomyślałam sobie, że obraz ten daleki jest od tego serwowanego nam przez kolorowe magazyny i katalogi biur podróży. Niedługo miałam się dowiedzieć, że wcale tak nie jest.

Po krótkim autokarowym transferze zostaliśmy rozlokowani po hotelach i przyszedł czas na wypoczynek po długiej podróży i pierwsze spacery po Agadirze. Plaża na zdjęciu poniżej to piękna, szeroka, niemal 10 kilometrowa plaża w Agadirze. Nie będę Wasz oszukiwać nie wyglądała tak, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Maroko powitało nas deszczem, więc nie dość, że wieczorem pierwszego dnia na miejscu było dżdżysto i pochmurnie, to jeszcze ocean cofnął się przez odpływ zostawiając na plaży wyrwy z "brudami z wody" i z brudami zostawionymi przez turystów. Pierwsze wrażenie po raz kolejny niezbyt korzystne, ale...!


I tutaj dochodzę do najważniejszej części tej wstępnej opowieści. ALE! Ale warto było poczekać na drugi dzień, a tym bardziej na każdy kolejny, bo im dłużej byłam w Maroku tym bardziej ten kraj zaczynał mnie fascynować. Drugiego dnia plaża była już piękna (i teraz odsyłam Was do zdjęcia powyżej), Agadir okazał się wspaniałą, turystyczną miejscowością - z piękną promenadą, cudownym sukiem, wspaniałymi hotelami (ale o tym wszystkim powstaną osobne posty), a najbardziej zachwycające okazało się być zachowanie Marokańczyków. Chyba nigdzie dotąd nie spotkałam się z tak wspaniałą gościnnością.

Wszędzie częstowano nas lokalnym przysmakiem - moroccan tea, czyli mocną i mocno posłodzoną, miętową herbatą podawaną w małych szklaneczkach (w sam raz na 2-3 łyki), która orzeźwiała lepiej niż litr zimnej coli. Nadal myśląc o Maroku czuję zapach tego miętowego naparu, który już na zawsze stanie się dla mnie symbolem gościnności.

Wielu Marokańczyków (szczególnie w hotelach i na bazarach - sukach) powita Was po polsku. "Dzień dobry", "Dziękuję" i "Do widzenia" to nic. Trudno to jest dopiero przejść obojętnie koło "Chodź, chodź, tu taniej niż w Biedronce", "Spoko Maroko", "Jak się masz?", a co dopiero, gdy animatorka w hotelu zaczyna tańczyć śpiewając "Jak się masz, Kochanie... jak się masz?". :)

Na mnie to zawsze działa. Uśmiech murowany. Podobnie zresztą jak zieleń i kwiaty. Gdy wyjeżdżałam z Polski liście już prawie poopadały z drzew, więc trudno już było mówić nawet o pięknej polskiej jesieni. Warszawa pożegnała mnie 5 stopniami Celsjusza - a gdy wsiadałam do samolotu owinięta w dwa swetry i kurtkę, marzyłam o marokańskich upałach. I się doczekałam! Nie tylko 23 do 27 stopni Celsjusza, ale też pięknej, soczystej zieleni, zabarwionej kolorowymi kwiatami egzotycznych gatunków roślin. Niektórzy mówią, że jak jest palma to jest już egzotyka, więc idąc tym tokiem rozumowania... z zimnej i ponurej Polski uciekłam w sam środek, gęsto zarośniętego palmami, egzotycznego raju!


Oczywiście, każdemu kto odwiedzi Maroko polecam pojechać do Marrakeszu. Wyjazd do Maroka, bez odwiedzenia tego magicznego miejsca nie jest kompletny. W Marrakeszu panuje zupełnie inna atmosfera niż w nadmorskich kurortach. Marrakesz tętni życiem (zarówno za dnia, jak i w nocy, ale - co zresztą widać na zdjęciu - głównie po zmroku). Koniecznie trzeba zobaczyć nocą plac Jamaa el-Fna (ze względu na swoją unikatowość kulturową wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako przestrzeń kulturowa), potargować się o marokańską chustę lub o marokańskie buty Babusze na suku, zjeść lokalny specjał - ślimaki w zupie (ja się niestety nie odważyłam, bo opinie moich kolegów na temat tego rarytasu były bardzo mieszane), a po tym wszystkim usiąść na tarasie jednej z kawiarni, zamówić moroccan tea i napawać oczy szalonym zgiełkiem na jednym z najwspanialszych placów świata!

jamaa el fna

Zupełnie inna od Marrakeszu jest Essaouira (zdjęcie poniżej). Różni się nie tylko kolorem - Marrakesz to "czerwone miasto", a Essaouira "białe miasto" (i czytając wpisy o każdym z tych miejsc zrozumiecie dlaczego). Essaouira (albo inaczej As-Sawira) to miasto najmniej chyba marokańskie, gdyż swój wygląd zawdzięcza rozbudowie zrealizowanej w 1765 roku przez francuskiego inżyniera. Jej europejski charakter urzeka niemal równie, co orientalność innych miejsc w Maroku, a wycieczka do niej na pewno będzie miłym urozmaiceniem marokańskiej przygody (tym bardziej, że sama trasa z Agadiru do Essaouiry jest warta zobaczenia!!).


No i jeszcze to marokańskie jedzenie! W marokańskiej kuchni każdy znajdzie coś dla siebie - w nadmorskich miejscowościach serwowane są pyszne, świeże ryby i owoce morza, trochę bardziej w głąb kontynentu najbardziej znana marokańska potrawa - tajin (tadżin - na zdjęciu), a na dodatek pyszne, dojrzałe owoce (banany, mango, melony, granaty), suszone bakalie (m.in. pyszne figi), marokańskie oliwki i dużo słodyczy w wydaniu marokańskim i francuskim. A to tylko początek, więc o marokańskim jedzeniu powstanie niedługo osobny wpis.

tajin

Podsumowując, Maroko, które przez chwilę mnie przeraziło okazało się być pięknym i wartym odkrycia krajem - ojczyzną niesamowicie gościnnych ludzi. Jak chyba zawsze w krajach egzotycznych (no a Maroko jest taką najbliższą nam, ale jednak - egzotyką) musimy zmierzyć się z wyzwaniem czekających na nas kontrastów między turystycznymi i nieturystycznymi częściami kraju. Mimo, że to te pierwsze (wspaniałe hotele, piękne plaże i All Inclusive) przyciągają nas w dane miejsce, szybko się okazuje, że to jednak te drugie mają w sobie prawdziwą magię. Więc apeluję... kiedy wybierzecie się do Maroka spójrzcie czasem co dzieje się poza waszym hotelem. Pójdźcie na suk, poznajcie kulturę kraju obcując z jego mieszkańcami, wybierzcie się na wycieczkę do jednego z mniejszych miast, a potem do Marrakeszu lub Casablanki, by zobaczyć różnicę między skromnym życiem mieszkańców wsi, a wielką metropolią. Warto czasem odejść na chwilę od głównej promenady, wypić na jednej z bocznych uliczek aromatyczną moroccan tea, kupić prawdziwe marokańskie przyprawy, zjeść dojrzałe marokańskie owoce... tylko wtedy Maroko Was zachwyci. A że zachwyci to nie mam wątpliwości!

Szykujcie się na bogaty cykl wpisów o Maroku! Będzie jak wspominałam o Agadirze, Marrakeszu, Essaouirze, o bezpieczeństwie w Maroku, lokalnej kuchni, kilku hotelach... Będzie co czytać!

WSZYSTKIE POSTY O MAROKU:

Maroko - informacje podstawowe
Jeden dzień w Marrakeszu
Wycieczka fakultatywna do Essaouiry. Czy warto opuścić Agadir i wybrać się do wietrznego miasta?
Z Agadiru do Essaouiry - co warto zobaczyć?
Marokańskie smaki
Agadir - wszystko co trzeba wiedzieć zanim wybierzecie się tam na wakacje

9 komentarzy:

  1. Czytałam trochę o Maroku w reportażach Paula Bowlesa i pamiętam z nich właśnie marokańską gościnność uwieńczoną mocną miętową herbatą :)) Jednak opisywane przez niego Maroko to kraj w latach 50-70 XX wieku, więc na pewno obecny obraz tego państwa znacznie się zmienił. Jednak bardzo chciałabym tam tez pojechać, podoba mi się zwłaszcza tamtejsza architektura, jest wręcz superfotogeniczna, jak sądzisz? :) I zgadzam się z Tobą w zupełności, prawdziwy obraz kraju wyłania się w momencie jak opuścimy strefę hotelową. Z ciekawością czekam na dalsze wpisy :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się nie mogę doczekać wszystkich tych wpisów! Czekam na ten o lokalnym jedzeniu i Marakeszu, ale i inne chętnie przeczytam :) nigdy nie byłam w Afryce, więc z miłą chęcią dowiem się czegoś nowego :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. W głowie mam mnóstwo pomysłów i inspiracji o czym pisać, więc na pewno będzie dużo do czytania! Tydzień w Maroku przyprawił mnie o emocjonalny zawrót głowy przez te wszystkie kolory, zapachy, widoki... i będę się starała jak najlepiej tym wszystkim podzielić. :)
    Wpadaj sprawdzać nowe posty! Również pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam przed wyjazdem dotrzeć do chociaż jednego z jego reportaży, ale niestety obeszłam połowę bibliotek w mieście i nic... Warto kupić książkę? Może polecisz mi którą?


    Architektura faktycznie jest wspaniała! Cała ta ornamentyka, malowidła ścienne, mozaiki z kafli... trudno oderwać oczy od tych wzorów. I niesamowicie to wszystko fotogeniczne! Zresztą nie tylko architektura - dla zapalonych fotografów polecam wybrać się na południe na pustynię (ja tak daleko niestety nie dotarłam, ale wyobrażam sobie jak pięknie w obiektywie wyglądać muszą te pustynne krajobrazy) albo do małych marokańskich wiosek, żeby np. uwiecznić kozy skaczące po drzewach arganii!



    Ja profesjonalnym fotografem nie jestem, ale mam nadzieję, że zdjęcia w moich kolejnych postach przeniosą Was chociaż trochę w ten orientalny świat z którego wróciłam. :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja czytałam tą: Paul Bowles "Podróże. Pisma zebrane 1950-93" z wydawnictwa Świat Książki, można łatwo dostać ją w Empiku :) To zbiór jego artykułów głównie o Maroku, ale też o Hiszpanii. Nie wszystkie teksty zapierają dech w piersiach, ale myślę, że warto bo to fantastyczny autor z czasów kiedy podróżowanie nie było jeszcze tak modne jak teraz :)
    Oj tak chętnie wybrała bym się we wszystkie tamtejsze zakątki (z męską obstawą oczywiście ;)), zwłaszcza marzą mi się te prawdziwe marokańskie wioski. W takim miejscu na pewno wszystkie zdjęcia wychodzą bajkowo! Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno przeczytam, bo dobrze spojrzeć na każde miejsce "różnymi oczami". :)
    Mnie się też jeszcze marokańskie wioski marzą, więc w głowie już sobie planuję co zobaczę jak kiedyś do Maroka wrócę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. www.bulgari.blox.pl6 listopada 2015 18:30

    Pięknie i ciekawie.:) Zgadzam się w 100% z tym, że w żadnym kurorcie nie poczujemy inności, atmosfery i uroku. Czekam na te magiczne miejsca, oddalone od turystycznych ścieżek. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przekonałaś mnie! Prócz cudownej architektury, mebli, ceramiki i tkanin, to jedzenie! Na samą myśl jestem w niebie. Muszę w końcu odwiedzić afrykański ląd.

    OdpowiedzUsuń
  9. Excellent, what a webpage it is! This webb ste gives
    helpful information to us, keep itt up.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!