środa, 9 listopada 2016

„ToskAnia, że mucha nie siada” Anna Mucha


Włochy to mój raj na ziemi, dlatego nawet gdy nie przebywam tam fizycznie, staram się przenieść do mojego Bel Paese* chociaż wirtualnie, oglądając zdjęcia i czytając publikacje o włoskim dolce vita **. W moje ręce wpadła na przykład ostatnio książka traktującą o dobrociach włoskiej kuchni, gościnności Włochów, pięknie włoskich krajobrazów i wyjątkowej atmosferze Italii - „ToskAnia, że mucha nie siada” Anny Muchy. Książkę pochłonęłam dosłownie w jeden wieczór! I w sumie może tymi rozważaniami dojdę do tego czy to dobrze, czy źle... Skłaniam się w sumie ku dobrze, ale ostateczną konkluzję wysnuję na koniec.

Źródło: http://pascal.pl/toskania--ze-mucha-nie-siada,2,5894.html
Przyznam od razu, że rzadko czytuję książki aktorów, muzyków czy celebrytów, sięgam raczej po propozycje pisarzy zawodowych (mimo, że nie piszę o tym na blogu, bo nie taki jest jego temat, najbardziej lubię kryminały, książki psychologiczne i podróżnicze, ale czasem dla urozmaicenia sięgam też po coś o miłości). Do zrobienia wyjątku przekonał mnie temat książki – magiczna Toskania! Gdy z okładki książki uśmiecha się do mnie to słowo, ręka sama wyciąga się w stronę półki. Nie wiem czy to jakaś magia wspomnień (o mojej wycieczce po Toskanii pisałam m.in. tutaj) czy ogólnie znany urok tego regionu, ale książki o Toskanii zawsze czytam z niesłabnącym zainteresowaniem.

Swoją drogą, czy zauważyliście, że większość książek o Włoszech dotyczy Toskanii. Czy tylko ja tak trafiam? Czy faktycznie Toskania jest miejscem tak magicznym, że każdy chce pisać tylko niej? Polecałam Wam już książkę „Głosy Toskanii” Giorgio de Martino, potem „Smakując Toskanię” Beth Elon, teraz kilka słów od siebie dorzuci do tego zestawienia właśnie Anna Mucha, a potem jeszcze raz zabiorę Was do Toskanii tyle, że z Tessą Capponi-Borawską („Dziennik Toskański”), często cytowaną przez Macieja A. Brzozowskiego w książce „Włosi. Życie to teatr”. A to tylko nieliczne z mnóstwa popularnonaukowych publikacji o tym wyjątkowym regionie Włoch!
Czym od wcześniej prezentowanych przeze mnie książek różni się „ToskAnia, że mucha nie siada”? Moim zdaniem, to propozycja do przeczytania dla tych, którzy we Włoszech jeszcze nie byli! Jako, że Włochy trochę już znam, nie dowiedziałam się z niej niczego nowego (no może poza kilkoma adresami dobrych restauracji, ale ja nie jestem typem turysty kulinarnego). Nie odbierzcie mnie źle, książkę czytało się bardzo przyjemnie, ale dla mnie informacyjnie to było za mało.

Powinno być jednak optymalnie dla tych, którzy Włochy znają na razie tylko z przewodników. Książka może być naprawdę ciekawym preludium przedwyjazdowym i źródłem wiedzy dla włoskich laików, dlatego, że nie jest to typowy przewodnik – nie ma tutaj żadnych informacji o miastach, zabytkach, historii! Jest tylko dużo o klimacie miejsca, o jego magii! I dobrze! Wydaje mi się, że jeśli ktoś zastanawiał się nad wycieczką do Toskanii, to po lekturze „ToskAnia, że mucha nie siada” ostatecznie zapakuje walizkę.

Książka opowiada o tym na czym jej autorka zna się najlepiej – o włoskich smakach, włoskich zakupach i włoskich krajobrazach. Jest pięknym albumem ze zdjęciami ilustrującymi włoskie dolce vita i pamiętnikiem ze wspaniałej, rodzinnej podroży. Nic dziwnego, że książka zadedykowana została dzieciom autorów – kiedyś czytając ją będą mogli poczuć się tak, jakby oglądali album rodzinny. (Trochę za dużo było dla mnie zdjęć Pani Ani, a za mało widoków, ale to już moje osobiste odczucie.) Książka jest bardzo subiektywna, emocjonalna (opisuje spotkania z przyjaciółmi i prywatne chwile), czytając ją czujemy się momentami jakbyśmy siedzieli z autorką przy jednym stole i razem wcinali pastę *** popijając ją doskonałym winem. Ja lubię takie książkowe spotkania!

W tekst o odwiedzanych restauracjach, zwiedzanych miasteczkach i oglądanych krajobrazach, sprytnie wplecione są ciekawostki o włoskiej kulturze, kuchni i o Włochach jako o narodzie. Możecie się dowiedzieć np. dlaczego Włosi nigdy popołudniu nie pijają kawy z mlekiem, jak powinna wyglądać pizza idealna, dlaczego łatwo odróżnić turystę jedzącego makaron od Włocha jedzącego makaron, ile istnieje rodzajów makaronu i z jakim sosem można podawać który z nich, czy czym różnią się lody włoskie od polskich. Możecie nauczyć się przydatnych włoskich zwrotów np. „Mam plecy spalone słońcem Toskanii”, „Muszę zacząć dzień od kawy”. Tak jak już pisałam... po prostu poczujecie klimat Włoch.

Czy to więc dobrze, że książkę przeczytałam w jeden wieczór? Tak! Dla mnie była ona trochę jak czytanie moich własnych wspomnień – szybko przez nie przebiegłam, bo mój umysł wiedział o czym w książce mowa. Widziałam przed oczami zarówno miejsca które widziała autorka, jak i miejsca które ja widziałam. Ona jadła, jadłam i ja. W ten jeden wieczór w łóżku z herbatą poczułam się jakbym była w aucie przemierzając toskańskie wzniesienia. Jeśli byliście w Toskanii pewnie czytając poczujecie to samo sentymentalne uczucie. Jeśli nie... tym lepiej! Wam pewnie czytanie zajmie trochę dłużej. Skupicie się bardziej na włoskich nazwach, na poradach, może nawet zapiszecie sobie gdzie warto pojechać/co zobaczyć/co zjeść... a potem pozostaje już tylko kupować bilet i doświadczyć na własnej skórze czemu Ci wszyscy wariaci tak bardzo się zachwycają tymi 23 tysiącami kilometrów kwadratowych! W czym tkwi ta magia Toskanii? 

* pięknego kraju 
** słodkim życiu 
***makaron

Książka:
"ToskAnia, że mucha nie siada", Anna Mucha, Wyd. Pascal, 2015

10 komentarzy:

  1. Ojej jak bardzo bym chciała przeczytać tę książkę. Ja również jestem miłośniczką Toskanii ale i marzycielką o Toskanii. Nigdy nie byłam ale podobnie Toskania w tytule książki powoduje u mnie przyspieszone bicie serca i myśl: muszę ją mieć :-)
    Ten post spowodował, że znów się rozmarzyłam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Urzekła mnie okładka! Nie jestem fanką Ani Muchy, ale na tym zdjęciu wygląda przepięknie, jak typowa toskańska dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie będzie to pozycja, którą dopiszę do listy "chcę przeczytać". Toskania mnie urzekła, więc chętnie do niej powrócę właśnie w książce :)
    Ja obecnie czytam książkę o kursie gotowania na Sycylii i normalnie ślinka mi cieknie, a ja chciałabym się tam od razu przenieść :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytanie o włoskiej kuchni to tortura! Już sam opis dań włoskich sprawia, że ślinka cieknie, człowiek tylko myśli jakby to zrobić, żeby móc od razu tego wszystkiego spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda - zdjęcie jest idealne. :)
    A wewnątrz książki jest takich jeszcze więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I o to chodziło. :)
    Hmmm... zainspirowałaś mnie! W sumie może zrobię losowanie i przekażę komuś książkę... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hhmm...a może się wymienimy? :-) Ja mam na przykład raz czytaną: "Pirania na kolację" tematyka podróżnicza...

    OdpowiedzUsuń
  8. Super pomysl! Napisz do mnie maila, ok? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie :D Nieraz są dołączone z tyłu przepisy i to dopiero jest wyzwanie. Szczególnie gdy nie znam 1/4 składników :p Ale książki z wątkiem kulinarnym lubię. Czasem opisy są tak dobre, że mam wrażenie, że siedzę właśnie w małej knajpce w bocznej uliczce i popijam wino, albo jestem w piekarence w której czuć zapach bagietek. Nawet nie jest ważne, czy to Toskania, Grecja, Francja czy inny zakątek świata :D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!