piątek, 20 maja 2016

O Chińczykach słów kilka... cz. 2

O Chińczykach słów kilka... skończyłam myślą na temat trudności poruszania się po mieście. Więc, wracając do tematu...

Poruszanie się po Pekinie to nie lada wyzwanie. Spójrzmy na fakty. Pekin zamieszkuje 11,5 mln ludzi, którzy posiadają 5 milionów samochodów i pewnie jeszcze więcej rowerów, motocykli i skuterów. Ulice są więc przepełnione i wiecznie zakorkowane. Jeśli myślicie, że zdarzyło Wam się stać w ogromnym korku, pomyślcie o nim, pomnóżcie razy 3 i może odda on trochę korki, których doświadczają na co dzień mieszkańcy Pekinu. Zdziwiło mnie, że na lotnisko nasi gospodarze z Chin przyjechali po nas metrem, a nie samochodem tłumacząc, że 30 minutową trasę pokonywalibyśmy co najmniej 3 razy dłużej, ale szybko zrozumiałam ich zachowanie.


Ulice Pekinu w ciągu dnia nigdy nie są puste. Samochody wiecznie trąbią, zajeżdżają sobie drogę i tak jak już pisałam, ktoś kto na co dzień nie jeździ zgodnie z tutejszymi „zasadami drogowymi” nie ma prawa się w nich odnaleźć. Dlatego turyści po Pekinie mogą poruszać się tylko autokarami wycieczkowymi, taksówkami, komunikacją miejską, metrem lub na pieszo. Tymi ostatnimi często poruszają się również mieszkańcy, bo jak się okazuje jeździć samochodem to problem, ale w ogóle dostać na niego pozwolenie to jeszcze poważniejsza sprawa.

Po zdaniu prawo jazdy w Polsce od razu idziemy do salonu lub komisu rozglądać się za samochodem marzeń. W Chinach natomiast musimy najpierw wygrać loterię. Tak tak! Loterię! Raz na 3 lata odbywa się losowanie w którym biorą udział wszystkie osoby, które chcą kupić samochód. Pozwolenie dostaje około 1/700 osób!! Co więcej nie każdy może się zgłosić... ważne są tylko zgłoszenia osób, które co najmniej przez 5 lat pracują dla chińskiej firmy i mieszkają w mieście gdzie planują jeździć samochodem (a to tylko niektóre z wymogów).

W związku z tym większość osób chodzi na pieszo lub jeździ metrem. Niemal na każdej ulicy wyznaczony jest też pas dla rowerzystów i motocyklistów. Poza tym w Pekinie są też autobusy i taksówki. Ruch na ulicach nie jest w żaden sposób kontrolowany, auta jeżdżą jak chcą, obok nich rowery, motory (i jeden i drugi środek transportu używane z dużą dozą wyobraźni), a do tego przechodzący na czerwonym piesi. Słychać tylko wieczny odgłos klaksonów (w hotelu o niewyciszonych szybach w centrum nie dałoby się spać) i kłótni między kierowcami. W sumie zupełnie nie rozumiem po co wyjeżdżać z domu autem.


O tym, że Chińczycy dużo wychodzą z domu już pisałam. Zwykle wybierają wypoczynek w parkach miejskich, rzadziej chodzą do centrów handlowych, barów, dyskotek. Tym bardziej, że „polityka” w barach jest bardzo specyficzna i każde wyjście wiąże się z wydaniem dużej ilości pieniędzy. Nie płacimy bowiem za wypite drinki, ale z góry za stolik. Nawet jeśli wypijemy 1 piwo to płacimy wcześniej np. 1000 RMB (500 zł) za samo zajmowanie stolika. Dla nieznającego zasad turysty to może być najdroższe piwo w życiu!

Drogie w Chinach wbrew pozorom są też inne rzeczy np. markowe ubrania. Chiny kojarzą się nam z krajem tanich produktów i faktycznie wiele rzeczy można tutaj kupić „za grosze” (w tym podróbki wszystkich znanych na świecie marek). Co ciekawe... produkty oryginalne są za to droższe niż np. w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Wynika to z faktu, że Chińczycy nie kupują podróbek! Muszą mieć oryginalne produkty, najlepiej z dobrze widocznym logo producenta. Słyszałam o tym już będąc we Włoszech. Moja koleżanka Chinka pośredniczyła bowiem w zakupowych szaleństwach swoich znajomych z Chin. Chodziła po sklepach znanych marek (szczególnie po modnych we Włoszech outletach), robiła zdjęcia i wstawiała je na chiński odpowiednik Facebooka. O dziwo ciągle coś sprzedawała mimo że do ceny doliczała swoją „prowizję” i koszty wysyłki do Chin. Chińczycy mają jeszcze jedną metodę na „tanie zakupy” - organizują zakupowe wyjazdy zagraniczne. Turystyka zakupowa. :) Zbierają się całe grupy, które jeżdżą do Szwajcarii, Kanady, Włoch, a nawet Polski (kupować polski bursztyn) w celu zwiedzania połączonego z zakupami. Wycieczki są podobno bardzo tanie, bo w większości finansowane są z prowizji za każdy zakupiony przez grupę produkt w zaprzyjaźnionych sklepach.

Nawiązałam przez chwilę do Facebooka, więc wrócę do tematu mediów społecznościowych. W Chinach nie można korzystać ze znanych nam stron tj. Facebook, Twitter, Gmail, Instagram, Google etc.. Wynika to z faktu, że każda z tych stron i aplikacji ma swój chiński odpowiednik. Z jednej strony jest to bardzo uciążliwe, z drugiej godne podziwu. Dzięki zakazowi korzystania z zagranicznych aplikacji kapitał pozyskiwany w ten sposób zostaje w Chinach i dodatkowo wzmacnia chińską gospodarkę.

W sumie warto docenić fenomen chińskiej gospodarki, który nazywany jest „8 cudem świata”. Gospodarka Chin rozwinęła się bowiem w zaledwie 15 lat! Do lat 80-90 tych Chiny były biednym krajem (porównywanym przez naszego przewodnika z dzisiejszymi Indiami). Nastąpiły jednak zmiany w ustroju politycznym, a co za tym idzie postanowiono też zmodernizować gospodarkę i szybko sytuacja się zmieniła. Rodzice obecnych 20 latków mieli ogromne możliwości zarobku i założenia biznesu, bo Chiny z biednego kraju zaczynały się przeobrażać w giganta. Zakładano sklepy, fabryki, intensywnie budowano miasta. W latach 80 i 90tych wielu osobom udało się na tym dużo zarobić. Szybko jednak okazało się, że rynek został przesycony. Przez to teraz około 20% młodych Chińczyków nie ma pracy! Są lepiej wykształceni (kiedyś średnia długość edukacji wynosiła 2 lata, teraz większość Chińczyków kończy studia wyższe), ale nie ma dla nich dobrej pracy, ani perspektyw rozwoju. Dlatego często emigrują. Zarówno do Europy i Stanów, jak i do krajów słabiej rozwiniętych np. Indii, licząc na to, że gdy tam wybuchnie boom gospodarczy to i oni (nauczeni doświadczeniem swoich rodziców) się na nim wzbogacą.

Emigracja często związana jest też z wysokimi kosztami życia w Chinach. W Pekinie mieszkania są bardzo drogie. W większości są to „apartamenty” o powierzchni 15m2, które młodzi ludzie często wynajmują „na spółkę” dla kilku osób. Stąd statystyczna powierzchnia przypadającego na 1 mieszkańca Pekinu – około 2m2.


Warto również zauważyć, że istnieją restrykcyjne zasady zakupu mieszkań i ziemi, aby w Chinach nie inwestowali zagraniczni inwestorzy. Aby kupić ziemię pod dom czy inwestycję trzeba co najmniej przez 5 lat mieszkać i pracować w Pekinie. To kolejna (m.in. po zakazach używania zagranicznych portali internetowych) ustawa ograniczająca odpływ chińskiego kapitału za granicę.


Kolejną sprawą, którą chciałam poruszyć jest chińska polityka prorodzinna, silnie komentowana na całym świecie. W związku z szybko rosnąca liczbą Chińczyków, rząd wprowadził regulację pozwalającą na posiadanie tylko jednego dziecka. W miastach ustawa ta jedynie zmieniła liczbę urodzeń, ale na wsiach silnie zmieniła się też struktura płci urodzeń. Ponieważ zdecydowanie lepiej jest mieć syna, często ciąże z dziewczynką były przerywane, czasami wręcz niejednokrotnie, aż do uzyskania pożądanego stanu ciąży z chłopcem. Przez to mocno zaburzyła się proporcja między płciami. Proporcja kobiet do mężczyzn to obecnie około 4/10!


Nasz przewodnik po Pekinie– bardzo mądry i pogodny młody Chińczyk – śmiał się, że kobiety mogą wybierać mężów i wybrzydzać do woli. Gorzej mają mężczyźni, czasem muszą bowiem ustatkować się „z braku laku”. Nagrodą za to poświęcenie może być samochód, który zgodnie z tradycją ślubną Pan Młody dostaje od swoich teściów na poczet opieki nad ich córką. Rodzice Pana Młodego muszą natomiast zadbać o pierwsze mieszkanie Młodej Pary. Śluby poza tym raczej nie są bardzo wystawne jak w Polsce. Podlegają natomiast jeszcze kilku tradycjom. Na przykład dobrze jest, jeśli zaślubiny odbywają się w dniu urodzin, któregoś z nowożeńców, bo wierzy się, że przynosi to szczęście. Szczęście w małżeństwie to natomiast szczęśliwe życie, a co za tym idzie też powodzenie w innych dziedzinach np. w biznesie.

Chińczycy są ogólnie bardzo przesądni. Wierzą nie tylko w Chińskie znaki zodiaku, ale też w moc kamieni szlachetnych (np. jadeitu), w talizmany (kotki z machającą rączką dla małego biznesu / owce, smoki i lwy dla dużego biznesu) i wiele innych tradycji. Jeśli macie w Polsce biznes warto przywieźć z Chin na pamiątkę kotka z machającą rączką lub znanego z chińskiej architektury (m.in. z grobowców Mingów) "smoka bez odbytu", który jedynie zjada pieniądze, a ich nie wydala. Nigdy nie wiadomo, może przyniosą szczęście... na pewno nie zaszkodzą. :)


I na koniec... kolejna kontrowersja. Czyli po co Chińczykom maseczki? Nie wiem jak wy, ale ja kiedyś oglądając Chińczyków w telewizji zastanawiałam się po co im te maski. Myślałam: ale przesadzają, myślałam: "tak jakby ta maska miała ich uchronić przed chorobami". Nie rozumiałam tej "mody", aż do momentu, gdy poczułam w gardle Pekińskie powietrze. Powietrze pełne smogu, zanieczyszczeń, które wysusza gardło, podrażnia oczy i po prostu męczy. Smog zakrywa wszystkie widoki (zobaczcie jakie zdjęcie poniżej jest zamglone - to nie wina pogody, ani aparatu, a jedynie smogu). Myślałam, że wyjeżdżając z Pekinu się od smogu ucieknie, ale nawet spacerując po Murze Chińskim wdychamy te same opary. Teraz w sumie już się nie dziwię, czemu Chińczycy starają się chociaż trochę przed tym powietrzem ochronić. O tyle, o ile wdychanie go przez tydzień, pewnie nie będzie miało konsekwencji dla mojego zdrowia, to oddychanie nim przez całe życie na pewno. Dobry jest każdy najmniejszy nawet filtr blokujący.

Morał jest jeden: nie oceniajmy nie znając całej prawdy. :)


Powyższy tekst powstał na bazie obserwacji mieszkańców Pekinu i rozmów w przemiłym przewodnikiem podczas wycieczki na Mur Chiński, kupionej przez dostępny w biurach podróży portal BedsOnline. Nasz przewodnik rzucił na poznawane przeze mnie miejsca zupełnie inne światło i to dzięki niemu dowiedziałam się wiele o Chińczykach, ich życiu codziennym, zwyczajach i tradycjach. Za to dziękuję!

Gdybyście wyjeżdżali na wakacje i szukali alternatywy dla zwiedzania z biurem podróży i samodzielnego odkrywania świata - napiszcie - prześlę Wam propozycję portalu BedsOnline. Za naprawdę małe pieniądze (za wyjazd na Mur Chiński zapłaciłam niecałe 50 zł), możecie kupić wspaniałe zorganizowane wycieczki po najróżniejszych miasta świata. Naprawdę warto, bo lokalni przewodnicy pomogą Wam spojrzeć na zwiedzane miejsca innymi oczami. :)

6 komentarzy:

  1. Muszę się koniecznie wybrać do Pekinu

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezbędnik Domowy21 maja 2016 20:17

    Bardzo ciekawe fakty, o których raczej powszechnie się nie mówi. Wiele dowiedziałam się z Twojego wpisu :) Szkoda tylko, że raczej za szybko nie wybiorę się do Chin :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te apartamenty są po prostu przerażające. Co to za życie....

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda. Też sobie nie wyobrażam takiego mieszkania... Ale dla Chińczków to coś normalnego. Są przyzwyczajeni do braku przestrzeni.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, że Cię zaciekawiłam.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Proporcja kobiet do mężczyzn nie jest aż tak przerażająca, ale to prawda, że rodzi się więcej chłopców niż dziewczynek i część tych mężczyzn nigdy nie znajdzie dla siebie partnerek. PS. Polityka jednego dziecka została zniesiona w ubiegłym roku, a i wcześniej było wiele wyjątków od tej reguły :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że moje przemyślenia Cię zainspirowały! :) Wpadaj częściej! Do usłyszenia!