wtorek, 24 stycznia 2017

Fuerteventura - 5 razy "must see" - największe atrakcje wyspy.

Często spotykam się z opinią, że na Fuerteventurze można tylko wypoczywać i uprawiać sporty. Że wyspa jest "pusta", "piaszczysta" i "nie ma tu atrakcji". W żadnym wypadku się z tą opinią nie zgadzam. To fakt, że mniej tu miejsc do zwiedzania niż np. na Teneryfie lub na Lanzarote. Ale żeby nic nie było... to duża przesada! 

Tak więc, dla niedowiarków, prezentuję listę 5 "must see" na wyspie

1. Park krajobrazowy i rezerwat przyrody de las Dunas de Corralejo 

Rezerwat położony na północy wyspy koło kurortu turystycznego Corralejo zajmuje powierzchnię 2,6 tysiąca hektarów. Park krajobrazowy obejmuje teren ogromnych wydm utworzonych przez piasek nawiany z Sahary (oddalonej o około 100 kilometrów). Wydmy robią wspaniałe wrażenie, prawie jakby było się na afrykańskiej pustyni.

2. Oasis Park

Park botaniczno-zoologiczny znajdujący się mniej więcej w centralnej części wyspy jest atrakcją chętnie odwiedzaną zarówno przez rodziny z dziećmi, jak i dorosłych turystów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - karmienie żyrafy, pokazy sztuczek lwów morskich, plantacje kaktusów... Więcej o Oasis Parku możecie przeczytać w osobnym wpisie TUTAJ.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

„Pirania na kolację” Magda Bogusz


Źródło: http://muza.com.pl

Książka „Pirania na kolację” Magdy Bogusz opowiada o trwającej 1405 dni wyprawie dookoła świata. Bohaterowie książki - szalona i żądna przygód para Magda i Tomek – rzucają pracę, pakują plecaki i inwestując w podróż wszystkie oszczędności lecą do Stanów Zjednoczonych, gdzie zaczyna się ich przygoda. Chyba sami się nie spodziewają, że w ciągu niecałych 4 lat odwiedzą 27 krajów na 7 kontynentach, bo czas w podróży przez Stany Zjednoczone, Amerykę Środkową, Amerykę Południową, potem Australię i Azję Południowo-Wschodnią naprawdę szybko płynie...

Zawsze mam dylemat dotyczący książek opowiadających jak to łatwo jest rzucić pracę w korporacji i w poszukiwaniu przygód (lub sensu życia) wybrać się w podróż w najdalsze zakątki świata. Przed ich kupieniem zadaję sobie pytanie: czym ta książka różni się od wszystkich innych tego typu, które przeczytałam wcześniej? Przecież teraz niemal co druga książka opowiada tą samą, motywującą do zmiany życia, historię. Pisała o tym Elizabeth Gilbert w kultowej książce „Eat, Pray, Love (Jedz, Módl się i Kochaj)”, pisał Kacper Godycki-Ćwirko w książce „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata” (Pamiętacie? Opowiadałam o niej tutaj.), w pewnym sensie (chociaż o krótszych podróżach) pisała Joanna Grzymkowska Podolak w "Zakochani w świecie. Maroko" i "Zakochani w świecie. Indie", pisało też wielu innych autorów. Również i tym razem zadałam sobie to samo pytanie. Czy było warto czytać opowiem zaraz... Chciałabym najpierw podziękować Anicie M. z bloga Moje Pasje za miłą wymianę książkową, bo to dzięki niej dotarła do mnie „Pirania na kolację” i przyznać się, że jednym z czynników przez które zdecydowałam się na przeczytanie książki były piękne oczy kobiety z okładki. :)

środa, 11 stycznia 2017

Który kurort na Fuerteventurze wybrać na wakacje?

Jak już wspominałam (tutaj) Fuerteventura to idealne miejsce na wakacje prawie dla każdego. Dziewicze pustynno-wulkaniczne krajobrazy, przepiękne plaże, nowoczesne hotele z opcją All Inclusive, doskonała kuchnia kanaryjska... to tylko niektóre z powodów dlaczego warto tutaj przylecieć. Mimo, że wyspa nie jest bardzo duża (ok. 1600 km2 i 100 km długości) to jest dość zróżnicowana pod kątem atrakcji i walorów poszczególnych kurortów turystycznych. Po wyborze wyspy na kierunek wyjazdu, a przed wyborem hotelu, warto się więc zastanowić, który kurort najlepiej spełni Wasze, konkretne wymagania.

Największe kurorty turystyczne Fuerteventury to Costa Calma, Corralejo, Morro Jable i Caleta de Fuste. Mniejsze to m.in. Tarajalejo, Esquinzo i Jandia.



CALETA DE FUSTE

To największy i najlepiej rozwinięty ośrodek turystyczny wyspy. Leży na jej wschodnim wybrzeżu - 12 km od stolicy Puerto del Rosario, 45 km od Corralejo i 47 kilometrów od Oasis Parku. Caleta de Fuste polecam przede wszystkim dla rodzin z dziećmi! Plusami miejscowości (inaczej nazywanej też Costa Caletą lub Castillo) jest bliskość lotniska (5 kilometrów / transfer z lotniska do hotelu trwa tutaj około 15 min), wielkość miejscowości, w której oprócz barów, restauracji i sklepów są też liczne markety (w przypadku gdyby potrzeba by było kupić chociażby pieluchy dla dziecka) i przez strategiczne położenie mniej więcej w centrum wyspy łatwość zwiedzania całej Fuerteventury.
W Caleta de Fuste znajduje się ładna piaszczysta, zatokowa plaża Playa Castillo. Na pewno nie da się jej porównać z imponującymi plażami południa lub północy, ale na wypoczynek rodzinny na pewno się sprawdzi. Wejście do oceanu jest tutaj łagodniejsze, nie ma mocnych prądów, ani porywistych wiatrów. Plaża jest też lepiej zagospodarowana jest na niej np. plac zabaw i boisko do piłki plażowej. Co ciekawe, plaża niedawno była zamknięta, bo przechodziła generalny remont i usprawnienie zagospodarowania.


sobota, 7 stycznia 2017

5 postów o podróżach z 2016 roku, które może przegapiliście, a do których przeczytania Was namawiam.


Pisałam o najpopularniejszych wpisach na blogu w 2016, a teraz dla odmiany zaproponuję Wam 5 rzadziej czytanych wpisów, do których jednak chciałabym Was namówić. Może w szalonym tempie pracy lub nauki w 2016 roku Wam umknęły... a wydaje mi się, że warto o nich przypomnieć.



Wyjazd do Chin był moją najdalszą podróżą w zeszłym roku. Pekin zrobił na mnie ogromne wrażenie, wywołując na przemian zachwyt i zdziwienie, ale punktem kulminacyjnym wyjazdu był zdecydowanie spacer po Wielkim Murze Chińskim! Jako, że zamiłowanie do geografii i podróży siedzi we mnie już od dzieciństwa, dawno temu już marzyłam, żeby zobaczyć ten Cud Świata na własne oczy. I udało się! Gdyby ktoś powiedział mi o tym, gdy jako dziecko oglądałam Mur na zdjęciach w albumie o najpiękniejszych miejscach świata, nie uwierzyłabym. Jaki z tego morał? Warto marzyć! Bo uczucie, gdy marzenie się spełni, jest naprawdę wspaniałe! A nigdy nie wiadomo... czasami marzenia spełniają się przypadkiem. :)


P.S. Możecie też marzeniom pomóc. Wiecie, że na 7 dniową wycieczkę do Pekinu (ze zwiedzaniem Muru Chińskiego) można polecieć już za około 2500-2700 zł/osobę? Naprawdę! A o tym, co warto wiedzieć przed wyjazdem, możecie przeczytaj tutaj.

Czytaj TUTAJ




Zdarza mi się na blogu umieszczać wpisy na temat książek podróżniczych. Mimo, że są one jedynie pewnym procentem literatury, którą czytam, to uważam, że świetnie pobudzają wyobraźnię i robią apetyt na zwiedzanie świata. O tych książkach, które mnie w pewien sposób zainspirowały piszę tutaj. Jedną z nich w 2016 roku była "Grecja po mojemu" Marcina Pietrzyka. 


Dla miłośników Grecji to lektura obowiązkowa! Jest to też dobra książka dla tych, którzy chcieliby polecieć na wakacje do Grecji, ale nie wiedzą, który region wybrać. Kontynent, wyspy Jońskie, wyspy na Morzu Egejskim, Cyklady, płw. Chalkidiki...? Tyle do wyboru... Pan Marcin natomiast nie dość, że w Grecji mieszka i po Grecji oprowadza z ogromną pasją, to jeszcze poza suchym opowiadaniem o tym kraju daje świetne turystyczne rady. Trochę jak w Poradniku Turystycznego Myślenia. :) Polecam!

A jeśli książka Wam się spodoba to już wiosną możecie z biurem podróży Grecos pojechać do Grecji i zwiedzać ten kraj właśnie z Panem Marcinem.

Czytaj TUTAJ



NUMER 3 - Rumunia - jechać tam na wakacje? Co trzeba wiedzieć szykując się do wyjazdu?

Rumunia to mało popularny kierunek wyjazdów turystycznych, chociaż od pewnego czasu na blogach podróżniczych pojawia się coraz więcej relacji z wizyt w tym pięknym kraju! Nie ma się co dziwić. Rumunia to w moim odczuciu taki nieoszlifowany diament. Są tu przepiękne góry, wybrzeże z długimi, piaszczystymi plażami i ciekawe do zwiedzania miasta. Do tej pory pisałam na blogu o wybrzeżu Rumunii (o kurortach nadmorskich, plażach itd.), ale jak tylko znajdę chwilę uzupełnię relację o warte zobaczenia miejsca w głębi kraju. Polecam odwiedzić m.in. Trasę Transfogarską, Sighișoarę, Kluż-Napokę, Alba Iulię i Wesoły Cmentarz w miejscowości Săpânța. A to tylko nieliczne z wielu wspaniałych miejsc w Rumunii.


Jeśli jeszcze nie zaplanowaliście wakacji i szukacie miejsca idealnego zarówno do zwiedzania, jak i wypoczynku, polecam Rumunię. Wypoczniecie tu w pięknych okolicznościach przyrody, bez opcji All Inclusive, bez hałaśliwych dyskotek, animacji hotelowych... Wy i to jeszcze nie popsute turystyką masową miejsce!

Czytaj TUTAJ



NUMER 4 - Jak najlepiej samodzielnie nauczyć się podstaw włoskiego? - Beata Pawlikowska "Blondynka na językach. Włoski"

Ten post dotyczy w sumie nauki języków obcych w ogóle. Napisałam go na temat języka włoskiego, bo to pierwszy język, którego uczyłam się od zera zupełnie sama, ale równie dobrze można go dopasować do języka hiszpańskiego, angielskiego, niemieckiego czy francuskiego... Uczenie się języków obcych to sprawa bardzo indywidualna. Jednym "wchodzą" łatwiej, innym trudniej. (Ja na szczęście należę chyba do tej pierwszej grupy.) Nie ma się co dziwić, że powstało wiele szkół nauki języków i różne metody (wzrokowe, słuchowe, nauka rozmową itd.), bo każdy uczy się inaczej. Ja w poście o książce Beaty Pawlikowskiej, podobałam sposób, który pomógł mnie. Na pewno nie sprawdzi się dla każdego, ale może z tych kilku moich rad, uda się Wam wybrać jedną czy dwie, dzięki którym przyswajanie nowych słówek będzie szybsze i przyjemniejsze.

 
Czytaj TUTAJ



NUMER 5 - Portofino - ekskluzywne oblicze Włoch.

Jak zawsze, tak i w tym roku, dużo na blogu było o Włoszech. To moje ukochane miejsce na ziemi i tego na pewno nic nie zmieni! Do Włoch można jeździć cały czas i odkrywać je za każdym razem na nowo, bo każdy region, każde miasto, każdy kurort są inne pod kątem atmosfery, architektury, kuchni a nawet charakteru mieszkańców. Możecie o tym przeczytać w książce "Włosi. Życie to teatr.". W 2016 roku pisałam m.in. o wjeździe na Mont Blanc, Aoście, jeziorze Maggiore, Toskanii, a potem o Riwierze Weneckiej i jej najważniejszych kurortach). Każde z tych miejsc jest zupełnie inne, trochę jakby były położone w różnych krajach. A co z Portofino? Dlaczego akurat do tego postu Was odsyłam? Portofino to najbardziej luksusowe miasteczko Włoch. Będąc tam w sumie nie czułam się jak we Włoszech, bardziej jak w Monako albo w luksusowym kurorcie we Francji. 

Widokowo Portofino jest przepiękne! Kolorowe kamienice okalające mały port z luksusowymi jachtami... Robi wrażenie! Ale czy bym wróciła? Raczej nie. Podobne widoki można obserwować w innym miejscu w Ligurii - Cinque Terre - a tam kawa nie kosztuje 20 zł. 


Mimo wszystko, polecam o Portofino poczytać. Związanych jest z nim wiele ciekawostek.

Czytaj TUTAJ


Mam nadzieję, że czekając na nowe posty, z chęcią wrócicie do tych kilku wspominkowych wpisów. Niedługo natomiast dokończę relację z Fuerteventury, a potem...? Możliwe, że w lutym gdzieś ucieknę na chwilę... jeśli tak, to będziecie o tym wiedzieć pierwsi! Jeśli nie to cóż... skupimy się na wspomnieniach. Może wrócę pamięcią do Chorwacji albo Czarnogóry? A może znowu do Włoch lub Rumunii? O czym chcielibyście poczytać?